Biuletyn badania Megapanel PBI/Gemius 3 czerwca 2008

Drodzy Paneliści!

Wielcy artyści rzeźbili swoje dzieła w marmurze lub w drewnie, dzięki czemu przetrwały wieki. A czy rzeźbę, która postoi zaledwie kilka tygodni, wykonaną z piasku, można traktować poważnie? Można. Bo to nie materiał jest najważniejszy. Na plażach całego świata powstają piaskowe rzeźby, które zachwycają turystów. O tym właśnie piszemy dziś w dziale I-mpresje. Miłej lektury!

I-mpresje

Najpierw przyjechało siedemnaście ciężarówek piasku. Piasek na plażę? - pukali się w głowę turyści. Jak się jednak okazało, nie był to byle jaki piach. Ten plażowy zupełnie się nie nadaje, więc kupiono odpowiedni - w żwirowni. Potem zawartość ciężarówek wsypano do specjalnie ustawionych szalunków, namoczono i przy pomocy profesjonalnych urządzeń zwanych "skoczkami" ubijano - warstwa po warstwie. Gdy przygotowania dobiegły końca, na plażę zaproszono artystów. I wtedy już mało kto się dziwił. Wszyscy przecierali oczy ze zdumienia - z wielkich piaskowych babek powstało całe stado ogromnych lwów. Większych i mniejszych, bardziej i mniej groźnych, leniwie wylegujących się na plaży i prężących do skoku. Tak było rok temu nad brzegiem Bałtyku w Gdańsku.
W Polsce tworzenie skomplikowanych rzeźb z piasku nie jest specjalnie popularne. Ot, ktoś ulepi koślawą ośmiornicę, czy figurę towarzyszki z domu wczasowego. Zazwyczaj następnego dnia w tym miejscu znajdziemy rozdeptaną bosymi stopami stertę piachu. Tymczasem na świecie tworzenie piaskowych rzeźb to zajęcie zupełnie poważne. Nadawaniem ubitej bryle piasku prawdziwie fascynujących kształtów zajmują się profesjonaliści. Tworzą naprawdę zdumiewające dzieła, pełne detali, ze zróżnicowaną fakturą: stojące lub siedzące postaci ludzkie w naturalnych rozmiarach, bajkowe sceny, samochody, repliki sławnych budowli.
Najbardziej znane mistrzostwa piaskowych rzeźb odbywają się w kanadyjskim miasteczku Harrison Hot Springs. Wszystko zaczęło się 20 lat temu. Od tego momentu impreza bardzo się rozrosła. Być może to zasługa lokalnych władz promujących tę turystyczną atrakcję, być może - niezwykle drobnego, oceanicznego piasku, który zmieszany z niewielką ilością wody stanowi znakomite tworzywo do rzeźb. Rok w rok we wrześniu do miasteczka zjeżdżają fachowcy od piasku z całego świata. Nagrody liczone są w dziesiątkach tysięcy dolarów, a efektem pracy artystów są zachwycające, wielometrowe dzieła sztuki. Mogą przetrwać kilka tygodni, bo plaży nie dotykają przypływy, a po skończonym konkursie rzeźby konserwowane są specjalnym żelem.
Rzeźbienie w piasku rozwinęło się przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych. W połowie maja 2008 roku, na plaży Venice Beach w Kalifornii powstała na przykład piaskowa kopia pomnika w Górze Rushmore, przedstawiającego głowy czterech prezydentów USA. Inne znane konkursy odbywają się w Kanadzie, Brazylii, Hiszpanii, Holandii, Francji, Belgii, czy Rosji. W Niemczech w Travemuende co roku odbywa się impreza pod nazwą "Świat Piasku" - rok temu 75 artystów tworzyło dzieła pod hasłem "Podróż w czasie przez historię ludzkości".
Także w Polsce zaczyna się moda na plażowe rzeźbienie. Oprócz wspomnianych na wstępie Gdańskich Lwów, podobna impreza odbyła się w Gdyni. Tu lepiono budowle z ogłoszonej niedawno listy nowych Siedmiu Cudów Świata. Siedem drużyn wylosowało zdjęcia budowli i starało się jak najwierniej odtworzyć je w piasku. Ale jak tu wyrzeźbić na przykład Chrystusa Zbawiciela z Rio de Janeiro z rozłożonymi rękoma? Ostatecznie zdecydowano się na płaskorzeźbę, bo choć dobrze ubity piach jest dobrym materiałem, to prawa fizyki są nie do ominięcia.
Podstawą sukcesu jest odpowiedni materiał: drobny, chłonący wodę i lepki piasek. Organizatorzy Gdańskich Lwów zdradzają, że 500 ton piachu zwiozło na plażę aż siedemnaście ciężarówek. Nie obyło się bez problemów, bo zwykłe wywrotki nie są w stanie poruszać się po plaży, więc do transportu materiału do rzeźb musiano użyć specjalnych samochodów. Drugim etapem było ubicie piasku w specjalnych szalunkach. Sypano więc dwudziestocentymetrową warstwę, moczono ją i ubijano, potem zaś podwyższano rusztowanie. Najwyższe szalunki ustawiono na wysokość 5 metrów (a więc jakieś dwa piętra) powyżej poziomu plaży. Nie dodawano przy tym żadnych substancji wiążących. Gotowe rzeźby (podobnie jak w Harrison Hot Springs), spryskano specjalnym żelem, by dłużej się utrzymały na targanej wiatrami plaży.
Technika? Tę zna każdy, kto choć raz próbował zabawy z piaskiem. Niezbędna jest jednak precyzja, ciągła uwaga, by nie uszkodzić kruchych rzeźb i dbanie o to, by piasek nie wysychał. Jak mawiał Michał Anioł, reszta to usuwanie niepotrzebnego materiału.
Tworzeniem piaskowych rzeźb zajmują się także wyspecjalizowane firmy. Każdy może zamówić sobie do ogródka piaskowego Aleksandra Wielkiego lub replikę sławnej budowli. Taka atrakcja kosztuje jednak sporo, bo za metrowej wysokości rzeźbę zapłacimy ok. 2 tys. zł, zaś na wielkie dzieło o podstawie 6 na 10 metrów i wysokości 8 metrów będzie trzeba wydać około 30 tysięcy zł. O ileż więcej radości sprawi nam własnoręcznie wykonana piaskowa rzeźba. Potrenujcie przed wakacjami!

I-nnowacje

Tracą na zakazach

Firmy na całym świecie zastanawiają się, co zrobić, by zatrudnieni w nich ludzie pracowali jeszcze wydajniej. Jak wynika z badań pewnego amerykańskiego producenta gier komputerowych - dziesięciominutowa prosta gra komputerowa, wizyta na ulubionej stronie, a nawet sprawdzenie prywatnej skrzynki pocztowej pozwala na odpoczynek, zwiększa morale pracownika i powoduje, że praca idzie szybciej. Jak wyliczono, brytyjskie firmy tracą rocznie aż 4 miliardy funtów, blokując niepożądane adresy internetowe i zabraniając pracownikom rozrywki.

Porozmawiali z hologramem

Australijski operator telefonii komórkowej zaprosił dziennikarzy na piętnastominutowe spotkanie ze swoim szefem. Nie byłoby w tym nic wartego uwagi, gdyby nie to, że konferencja odbywała się w Adelajdzie, a prelegent przebywał w oddalonym o kilkaset kilometrów Melbourne. Nowa technologia, zaprezentowana podczas konferencji, pozwala na wyświetlanie holograficznego obrazu rozmówcy o naturalnych wymiarach. Wymaga jednak dużej przepustowości łącz. Nieprędko więc porozmawiamy z hologramem znajomego.


Jeśli utraciliście Państwo program netPanel i chcielibyście powrócić do badania Megapanel PBI/Gemius, to informujemy, że wersję instalacyjną programu można cały czas pobrać pod adresem:
http://netpanel.gemius.pl/netpanel2/


Pozdrawiamy serdecznie i zapraszamy do lektury Biuletynu za tydzień! Na listy czekamy pod adresem netpanel@gemius.pl

Zespół netPanel




Gemius SA
ul. Wołoska 7, 02-675 Warszawa
Budynek MARS, klatka D
Tel.: +4822 874-41-14
Infolinia: 0801-800-009*
www.gemius.pl

*opłata jak za jedną jednostkę taryfikacyjną wg operatora; numer infolinii niedostępny dla sieci komórkowych


W odpowiedzi na sugestie zawarte w listach od Państwa, oferujemy możliwość subskrypcji e-biuletynu w formacie tekstowym zamiast HTML. Jeżeli bardziej odpowiada Państwu wersja tekstowa, prosimy wypełnić formularz na stronie http://netpanel.gemius.pl/d/t.php.


Gdyby zdecydowali Państwo, że rezygnują z otrzymywania od nas jakichkolwiek informacji, bardzo prosimy o wypełnienie formularza na stronie http://netpanel.gemius.pl/d/d.php.


Cytowanie treści i publikowanie danych zawartych w niniejszym biuletynie możliwe jest jedynie za zgodą PBI Sp. z o.o. i Gemius SA.

I-deałki

W niedzielę chłopców czekała naprawdę miła niespodzianka. Obudziła ich Nelpa radosna jak zwykle, kiedy wracała ze spaceru, a potem stuknięcie drzwiami, kiedy do domu wszedł tata. Tata zajrzał do pokoju chłopców i powstrzymując skargi na zachowanie psa na spacerze, powiedział:
- Dziś Dzień Dziecka! Pomyślałem, że mogę ją wyprowadzić. Wszystkiego najlepszego!
Potem też było przyjemnie. Życzenia złożyła im mama, serwując na śniadanie to, co każdy z nich lubił rano najbardziej: Igor dostał jajecznicę z kiełkami rzodkiewek, ale taką, że białko było całkiem ścięte, zaś żółtko niemal płynne; Patryk dostał parówki zapiekane z serem w naleśniku; Maurycy zaś zjadł omlet z pieczarkami. Czuli się naprawdę dowartościowani.
Po obiedzie - również z daniami na życzenie - cała rodzina wybrała się na lody, ale tu już nie było tak przyjemnie. Najpierw musieli poczekać na stolik w kawiarni, bo było mnóstwo ludzi. Kiedy pani kelnerka podała lody, były już rozmrożone i bez bitej śmietany, bo "koledze przy barze się zapomniało". Ale chłopcy i tak docenili gest rodziców. Tata zawsze powtarzał, jak bardzo nie lubi ruszać się z domu, kiedy jest tak gorąco.
Wracając trafili na festyn z okazji Dnia Dziecka i ledwie opędzili się od pani, która z tej okazji chciała im umalować twarze.
- Ten chłopczyk będzie wiewiórką! - piszczała entuzjastycznie, wskazując na Igora. Igor miał raczej minę krokodyla tuż przed kolacją. Rodzicom ledwie udało się wytłumaczyć namolnej pani, że chłopcy nie bardzo życzą sobie występować jako wiewiórka, królik i kotek. Na pociechę chłopcy dostali watę cukrową i wszyscy szybko umknęli z imprezy. Właśnie zaczynały się występy muzyczne.
Potem jeszcze zadzwoniła ciocia i z każdym z chłopców ucięła sobie kilkuminutową rozmowę przez telefon.
- Niby dlaczego z okazji Dnia Dziecka muszę opowiadać, jak mi idzie w szkole? - marudził po cichu Maurycy, gdy ciocia maglowała Patryka. No, ale nie wypadało nie podejść do telefonu.
Wieczorem wszyscy byli już solidnie zmęczeni tym całym Dniem Dziecka. Na osiedlowym placu właśnie kończył się festyn, w związku z czym do domu wciąż docierało łupanie jakiegoś początkującego zespołu rockowego. Tata był wykończony wyprowadzaniem psa, mama gotowaniem dla każdego innej potrawy i zmywaniem, a Igor, Patryk i Maurycy tym, że wszyscy poświęcali im zbyt dużo uwagi.

Ale tym razem święto trochę się przeciągnęło. W poniedziałek świętowano w szkole. Zwołano ich wszystkich na apel, gdzie pani dyrektor długo i nudnie czytała życzenia z kartki. Tylko klasa Igora wybrała się z okazji Dnia Dziecka do zoo. W klasie Patryka nauczyciele nie wzywali do odpowiedzi. Ale u Maurycego odbyła się zwykła kartkówka. W drodze do domu Maurycy biadolił nad niesprawiedliwością na tym świecie.
- Kto by się spodziewał! Wczoraj był Dzień Dziecka, przecież nie mogłem kuć do kartkówki! - mówił. - I kiedy ja się męczyłem z układem pokarmowym, on widział hipopotamy - wskazał na Igora.
- One się tak śmiesznie zanurzały w basenie! - dopowiedział radośnie Igor, ale Maurycy zmroził go wzrokiem.
- Nie ma sprawiedliwości - mruknął Patryk, przypominając sobie, jak bardzo wynudził się na apelu i jak bolało go siedzenie od twardej podłogi.

Wieczorem chłopcy ustalili, że taki dwudniowy Dzień Dziecka to nic przyjemnego.
- Nie zrobiliśmy nic pożytecznego przez ten czas - powiedział Patryk, tęsknie patrząc na wciąż niedokończony model statku.
- I o mało co nie zostałbym królikiem - mruknął Maurycy, dodając ze zgrozą: - Jakby mnie któryś z kolegów zobaczył...!
- Ale na rok mamy spokój - skwitował Igor i wszyscy trzej postanowili - jak w zupełnie zwykły dzień - wyjść z Nelpą na spacer.