Biuletyn badania Megapanel PBI/Gemius 27 maja 2008

Drodzy Paneliści!

Na uniwersytecie Connecticut powstaje właśnie słownik końsko-ludzkiego języka. To śmiałe przedsięwzięcie ma ułatwić życie hodowcom, jeźdźcom i weterynarzom. Nagrane "wypowiedzi" koni opatrzone są komentarzem z treścią, jaką zwierzę chciało przekazać. My zaś w dzisiejszych I-nformacjach opowiadamy o pewnej papudze, która nie chciała powiedzieć policjantom gdzie mieszka, oraz o innych gadających papugach. Czy możliwe jest porozumienie się z ptakiem?
Zapraszamy do lektury.

I-nformacje

Nazywam się Yosuke Nakamura - obwieściła zdumionemu weterynarzowi papuga, którą do kliniki przynieśli policjanci. Za chwilę podała swój pełny adres, choć w ciągu nocy, spędzonej na komisariacie, nie odezwała się ani słowem. Jeśli myślicie, że to kolejny dowcip o papudze i policjantach, to się grubo mylicie, bo historia jest prawdziwa. Popielatą papugę afrykańską (zwaną też papugą żako), która zgubiła się właścicielowi, ściągnięto z dachu budynku w miejscowości Nagareyama, niedaleko Tokio. Kiedy właściciel zjawił się w klinice po swą podopieczną opowiedział, że nauczenie jej imienia, nazwiska i adresu trwało dwa lata. Okazuje się jednak, że papugi, wbrew powszechnemu przekonaniu, potrafią nie tylko powtarzać...

Gadające papugi nazywane są ptakami mimetycznymi, czyli naśladującymi. I rzeczywiście, potrafią tak wiernie imitować dźwięki, by - jak to przydarzyło się pewnemu hodowcy papugi żako - zmylić przebywającą w drugim pokoju żonę. Zdarza się jednak, że słowa, wypowiadane przez papugi, zadziwiająco pasują do sytuacji. Słynny austriacki zoolog i ornitolog Konrad Lorenz, wspomina w jednej ze swoich książek Geirę, papugę żako, która na odchodne żegnała się z gośćmi słowami "auf Wiedersehen" (niem. do widzenia). Lorenz nie mógł się nadzwić temu, że pożegnanie następowało zawsze we właściwym momencie. Co jeszcze bardziej zdumiewające - papuga nie dawała się zmylić gościom, którzy udawali tylko, że wychodzą. "Auf Wiedersehen" następowało jednak, gdy ktoś próbował, na przykład pod pozorem wyjścia do toalety, ulotnić się po angielsku. Lorenz był zdania, że takie zachowanie polega na obserwacji drobnych, mimowolnych zachowań ludzi, którzy mieli zamiar wyjść i reagowaniu na nie. Ale czy rzeczywiście?

Ludzi fascynują ptaki, które potrafią "mówić" tak jak my. Gdyby jednak było w tym choć odrobinę sensu? Pierwsze próby nauczenia papug mówienia "do rzeczy" sięgają połowy ubiegłego wieku. Zarówno w przypadku szympansów, delfinów, jak i papug - kształcenie ich to żmudna praca. Na początku osiągano marne rezultaty. Na potrzeby "nauki" wykorzystywano dużo papuzich przysmaków, a ptaki powtarzały słowa, wciąż nie rozumiejąc ich treści. Potem dopiero okazało się, że błędem było nagradzanie papug zawsze tym samym przysmakiem. Ptaki wypowiadały słowa, wiedząc, że i tak dostaną nagrodę. W tej skomplikowanej ptasio-ludzkiej grze tylko ludzie wiedzieli, że słowa oznaczają określone przedmioty.

Zupełnie inaczej do sprawy podeszła dopiero amerykańska psycholog Irene Pepperberg z Uniwersytetu w Arizonie (kontynuowała eksperyment na Uniwersytecie Harvarda). Kupiła papugę żako w zwykłym sklepie zoologicznym w Chicago - by nikt nie zarzucił jej wybrania do badań szczególnie inteligentnego osobnika. Badaczka nazwała papugę Alex - co było skrótem od Avian Learning Experiment (ang. eksperyment nauki ptaka) i zaczęła go uczyć, ku zdumieniu kolegów-naukowców, przekonanych, że ptaki nie są w stanie pojąć znaczenia słów.

Biorąc pod uwagę fakt, że mózg Alexa był wielkości orzecha włoskiego bez łupiny, mało kto oczekiwał powodzenia. A jednak. Już dawniej wiadomo było, że papugi mają swoje upodobania; potrafią się obrażać, lubić ludzi jednej płci, a drugiej nie znosić; w stosunku do innych osobników wykazują zachowania dominacyjne. Czy to już inteligencja, czy też ludzie bezwiednie nadają znaczenie niewiele znaczącym zachowaniom?

Pepperberg jako młoda badaczka postanowiła udowodnić, że można na tyle wczuć się w psychikę zwierzęcia, by komunikacja okazała się możliwa. Pepperberg zastosowała inny niż dotychczas system motywacji. Nagrodą była dla ptaka możliwość otrzymania przedmiotu, który właśnie nazwał. Zdarzało się też tak, że ptak nie miał ochoty na ten przedmiot i sam prosił o inny. Często wystarczały mu tylko pochwały od trenera. Alex nabywał też umiejętności po prostu słuchając rozmów dwóch trenerów, z których jeden zadawał pytania, a drugi mu odpowiadał. Papuga przysłuchiwała się rozmowie, a po kilku dniach wtrącała się do dialogu i we właściwych okolicznościach powtarzała nowe słowa.
Alex umarł nagle 6 września 2007 z nieznanych powodów, choć papugi żako w niewoli dożywają ok. 50 lat. Ale przez 30 lat treningu zdołał nauczyć się bardzo wiele. Zdaniem badaczki, był na poziomie kilkuletniego dziecka, a w momencie śmierci nie osiągnął jeszcze szczytu swoich możliwości. Potrafił rozumieć słowa i używać ich adekwatnie do zaistniałej sytuacji. W 2000 roku Alex potrafił nie tylko posługiwać się ok. 150 wyrazami, ale również liczyć do sześciu, rozróżniać siedem kolorów oraz pięć kształtów. Potrafił też porównywać dzięki takim słowom jak: "większy", "mniejszy", "taki sam" czy "inny" oraz określać czy dany przedmiot jest "nad czymś" czy "pod". Znał też zasady tworzenia pojęć, posługiwał symbolami i myślał abstrakcyjnie. Kiedy Alexowi pokazywano kilka przedmiotów o różnych kształtach i barwach, nie tylko potrafił odpowiedzieć, z jakiego materiału lub jakiego kształtu jest np. zielony przedmiot, ale również odwrotnie - odpowiadał jakiego kształtu jest przedmiot z papieru. Analizował więc informację o barwie, kształtach i liczbie przedmiotów, biorąc równocześnie pod uwagę ich istotne atrybuty.

Irene Pepperberg udało się to, co nie udawało się innym - wniknąć w świat postrzegany przez papugę i zainteresować ją na tyle, by chciała uczestniczyć w eksperymentach. Aż strach pomyśleć ile podobnych prób na różnych zwierzętach zakończyło się uznaniem ich za niezdolne do nauki tylko dlatego, że nie wykazywały zainteresowania badaniami. Być może właśnie dlatego ludzkie marzenia o rozmowie ze zwierzętami, jak to robił doktor Dolittle, nie zostały jeszcze spełnione.

Jeśli utraciliście Państwo program netPanel i chcielibyście powrócić do badania Megapanel PBI/Gemius, to informujemy, że wersję instalacyjną programu można cały czas pobrać pod adresem: http://netpanel.gemius.pl/netpanel2/


Pozdrawiamy serdecznie i zapraszamy do lektury Biuletynu za tydzień! Na listy czekamy pod adresem netpanel@gemius.pl

Zespół netPanel




Gemius SA
ul. Wołoska 7, 02-675 Warszawa
Budynek MARS, klatka D
Tel.: +4822 874-41-14
Infolinia: 0801-800-009*
www.gemius.pl

*opłata jak za jedną jednostkę taryfikacyjną wg operatora; numer infolinii niedostępny dla sieci komórkowych


W odpowiedzi na sugestie zawarte w listach od Państwa, oferujemy możliwość subskrypcji e-biuletynu w formacie tekstowym zamiast HTML. Jeżeli bardziej odpowiada Państwu wersja tekstowa, prosimy wypełnić formularz na stronie http://netpanel.gemius.pl/d/t.php.


Gdyby zdecydowali Państwo, że rezygnują z otrzymywania od nas jakichkolwiek informacji, bardzo prosimy o wypełnienie formularza na stronie http://netpanel.gemius.pl/d/d.php.


Cytowanie treści i publikowanie danych zawartych w niniejszym biuletynie możliwe jest jedynie za zgodą PBI Sp. z o.o. i Gemius SA.

I-deałki

Mama przetarła okulary. Nie mogła uwierzyć własnym oczom. Oto kuchnia, która jeszcze dwa dni temu była w stanie "do odświeżenia" teraz lśniła jak nowa.
- Niespodzianka! - wrzasnął jej nad uchem Patryk. Teraz dopiero zauważyła kwiatki, które Igor szybkim ruchem wyciągnął z wazonu i wręczył.
- Dzień matki! - powiedział. Tata też rozejrzał się po kuchni. Oboje z mamą spędzili weekend u rodziny, więc nie widział postępu prac.
- Fiu, fiu! - gwizdnął z podziwem.
- Ale... jak daliście radę? Przecież tu wiszą szafki. I trzeba było wejść na drabinę. I skąd wiedzieliście, jak się maluje? - zapytała mama. No i zaczęło się.

- Bo to było tak - zaczął Patryk.
- Najpierw wymyśliliśmy, żeby ci pomalować kuchnię - powiedział Igor.
- I jak malowaliśmy, to Maurycy wpadł w farbę.
- Nieprawda. To ona wpadła na mnie - zaprotestował Maurycy. - Za to ty wszedłeś w plamę i łaziłeś po całym domu.
- Pobiegłem po szmatę! - oburzył się Igor.
- No w każdym razie... - zaryzykował wtrącenie się do dyskusji Patryk, ale bracia znowu mu przerwali.
- Zawsze wiesz najlepiej? A kto chciał wlać do farby barszczu, żeby była różowa? - zapytał Igor.
- To był żart! - wykrzyknął Maurycy.
- Patryk jakoś się zorientował.
- Spokój! Po kolei proszę opowiadać - zainterweniował tata.
Maurycy i Igor skinęli głowami.
- Pan Gałęźny przyszedł? - zapytał tata zdradzając, że też miał coś wspólnego z planem malowania kuchni.
- Przyszedł - potwierdził Patryk.
- Szafki zdjął?
- Zdjął... - skrzywił się nie wiedzieć czemu Igor, ale zaraz, nadspodziewanie szybko dodał:
- I wytłumaczył, że trzeba dokładnie wymieszać farbę i że najpierw umyć ściany i że zacząć od sufitu i żeby nie spaść z drabiny i kiedy malować drugi raz - opowiadał Igor.
- Nie spaść z drabiny... - powtórzyła machinalnie mama.
- A potem to już poszło jak po maśle - zakończył szybko Patryk, świadomy, że wdawanie się w dalsze szczegóły tylko zdenerwuje mamę. Przecież liczył się efekt - kuchnia była pomalowana.
- No, to może wreszcie coś zjemy - powiedziała mama. - Wypróbuję kuchnię i zrobię obiad.

- No to klops - powiedział Igor, kiedy we trzech wyszli na spacer z Nelpą.
- Czemu jej nie powiedziałeś? - zapytał Maurycy.
- To ty miałeś to zrobić. - Patryk z zakłopotaniem podrapał się w głowę.
- Jakoś tak... nie wyszło - odrzekł.
- Nie wyszło! Nie wyszło! - przedrzeźniał go Igor.
- Zaraz zauważy i samo wyjdzie. I będzie głupio. I pomyśli, że chcieliśmy to ukryć.
- To trzeba było mówić, a nie sprzeczać się z Maurycym - odparował Patryk.
Do domu wracali w ponurych nastrojach.

Kiedy wrócili, mama nakładała kotlety... na plastikowe tacki.
- Bo wiesz... - zaczął Patryk.
- Bo nam to...
- Wszystko wiem - uśmiechnęła się mama i pokazała odłamek czegoś, co kiedyś było talerzem.
- Znalazłam to pod kaloryferem.
- Bo nam to wszystko spadło na ziemię. Cała fura talerzy - mruknął Maurycy.
- Nie szkodzi. Można takie kupić - powiedziała mama i objęła wszystkich trzech chłopców.
- Jestem z was bardzo dumna.
- A jaki był huk! - wykrzyknął Igor.

I-nnowacje

Portret na kilka kontynentów

Czego potrzeba zdolnemu artyście do namalowania portretu? Ołówka i kartki, sztalugi i farb albo... walizki, urządzenia GPS i firmy kurierskiej. Zaletą tego ostatniego rozwiązania są dość duże wymiary portretu - od południa Afryki aż po północne zakątki Europy i dookoła Ziemi. Taki właśnie portret zafundował sobie pewien mężczyzna. Urządzenie GPS, rejestrujące trasę było ołówkiem, a ręką, która go trzymała - kurier z firmy kurierskiej, udający się w ściśle wyznaczone miejsca. W ten sposób powstał udany portret pewnego kudłatego brodacza z wyciągniętymi przez cały równik rękoma.


Rekordowa kara dla spamerów

Szefowie dwóch działających w Holandii firm będą musieli - zgodnie z decyzją urzędu nadzoru nad pocztą i telekomunikacją - zapłacić rekordową grzywnę w łącznej wysokości 510 tysięcy euro. Wszystko to dlatego, że przesłali przynajmniej 4,5 mln niechcianych wiadomości do osób prywatnych. Ich praktyki były mało etyczne - w e-mailach reklamowali firmę, oferującą telepracę, ale w rzeczywistości chodziło o to, by ofiary zadzwoniły na płatny numer, odpowiednik polskiego 0-700. Kontrolerzy ustalili, że obie firmy nie miały zamiaru nikomu z dzwoniących zaoferować pracy.