Biuletyn badania Megapanel PBI/Gemius 6 maja 2008

Drodzy Paneliści!

Od czasu do czasu przypominamy Wam o jakimś ważnym wydarzeniu z przeszłości. Dziś mija rocznica katastrofy największego statku powietrznego, skonstruowanego rękami człowieka. W dziale I-nformacje przeczytacie artykuł o tym, jak 71 lat temu zakończyła się era sterowców, ale też kilka historii z czasów rozkwitu tych pięknych maszyn. Zapraszamy też na kolejny odcinek I-deałków oraz do działu I-nnowacje.

I-nformacje

Dokładnie 71 lat temu, 6 maja 1937 roku, skończyła się era sterowców. W ciągu 34 sekund nad lądowiskiem w Lakehurst w USA wybuchło niemal 200 tysięcy metrów sześciennych gazu, zamkniętego w łatwopalnym poszyciu sterowca LZ 129 "Hindenburg". To katastrofa porównywana często z zatonięciem Titanica. "Hindenburg" też był największy, też był luksusowy. I również zapewniano, że jest bezpieczny.
Sterowce to naprawdę niezwykłe maszyny: dostojne, niemal monumentalne. Wbrew skojarzeniom, ich ojcem nie był Ferdynand von Zeppelin, ale Henri Giffard, francuski konstruktor. W 1852 roku skonstruował pierwsze, 44-metrowej długości cygaro, napełnione 2500 metrami sześciennymi wodoru. Napędzał je parowy silnik, zawieszony ok. 6 metrów poniżej balonu. We wrześniu wzbił się 1800 metrów nad ziemię i ruszył w 27-kilometrową podróż z Paryża do Trappes. Osiągnął średnią prędkość 8 km/h.
Pierwszej znaczącej modyfikacji sterowca dokonał jednak Ferdynand von Zeppelin. W roku 1895 opatentował, a w pięć lat później zbudował sterowiec, który według ówczesnego stanu wiedzy nie miał prawa istnieć. W Luftschiffe Zeppelin 1 - zamiast powłoki wypełnionej gazem, zastosowano szkielet z aluminium, obciągnięty impregnowanym materiałem. Dzięki temu sterowiec miał solidną, imponującą konstrukcję z metalowej kratownicy o średnicy około 12 m, pokrytej jedwabiem i płótnem. Maszyna odbyła nad Jeziorem Bodeńskim 20-minutowy lot z maksymalną prędkością 12 km/h na maksymalnej wysokości 440 metrów.
Od tego momentu zaczął się rozwój sterowców. Zeppeliny mogły przewozić jednocześnie wiele osób, a takich możliwości nie miały ówczesne samoloty. W 1909 r. w Düsseldorfie powstało towarzystwo transportu lotniczego Delag, które przy pomocy siedmiu sterowców utrzymywało regularne połączenia pasażerskie między miastami Niemiec. Przewieziono w ten sposób podczas 1600 lotów ok. 34 tysiące osób.
Ale sterowce to nie tylko Niemcy - budowali je Francuzi, Anglicy, Amerykanie, Włosi. Konkurencja dla firmy Zeppelina istniała także w samych Niemczech. Produkcją sterowców dla wojska zajmowała się powstała w 1907 roku Militär-Groß-Basenach, zaś najpoważniejszą konkurencję na rynku cywilnym stanowiła firma Schütte-Lanz-Luftfahrzeugbau GmbH z siedzibą w Mannheim. W historii sterowców nie brakowało też rekordów. 2 lipca 1919 roku rozpoczął się lot brytyjskiego sterowca R-34. Cel lotu wówczas wydawał się niesamowicie odległy - wschodni brzeg Stanów Zjednoczonych. Osiągnięto go po 108 godzinach lotu. Na tym jednak wyczyny dokonywane za pomocą sterowców się nie skończyły. 11 maja 1926 roku wystartował 116-metrowy włoski sterowiec, na którego pokładzie znajdował się Roald Amundsen, słynny norweski podróżnik. Celem wyprawy był biegun północny, nad którym przeleciano po kilkudniowej podróży.
Niestety, piękne sterowce wykorzystano także do działań wojennych. Do końca I Wojny Światowej, w zakładach Zeppelina zbudowano 113 sterowców. Aż 109 z nich - niemal wszystkie dostępne - wykorzystało wojsko. Budziły grozę bardziej swym wyglądem, niż znaczeniem strategicznym. Używano ich m.in. do nalotów na Wielką Brytanię. Ferdynand von Zeppelin zmarł na rok przed końcem wojny. Zastąpił go dr Hugo Eckener. To właśnie on ocalił fabrykę, upierając się, by w ramach reparacji wojennych sprowadzić do Stanów Zjednoczonych sterowiec LZ 126.
Największe emocje budziły jednak dwa sterowce. Pierwszy z nich to LZ 127, nazwany imieniem Grafa Zeppelina, zbudowany w 1928 roku. Pieniądze na jego budowę pochodziły w części ze składek społecznych. Jeden z pierwszych lotów "Grafa Zeppelina" pod dowództwem dra Eckenera odbył się do Stanów Zjednoczonych. LZ 127 mógł zabrać na pokład 20 osób - wówczas było to dużo. Ówczesne samoloty latały z prędkością 160 km/h, zabierały na pokład najwyżej kilka osób, a do tego - miały o wiele mniejszy zasięg niż sterowiec. Eckenera powitano w Stanach entuzjastycznie, a cała załoga została zaproszona do Białego Domu. Potem "Graf Zeppelin" odbył jeszcze bardziej ekscytującą wyprawę - dookoła globu. Ponieważ brakowało funduszy, Hugo Eckener zawarł umowę z amerykańskim magnatem prasowym Williamem Randolphem Hearstem, który uzyskał wyłączność na relacje z wyprawy. Gdy LZ 127, który wystartował 7 sierpnia 1929 roku z Lakehurst przeleciał nad Niemcami, Rosją, Japonią, by 29 sierpnia znów wylądować w Lakehurst, Eckenera okrzyknięto "Magellanem Przestworzy", a świat dosłownie oszalał na punkcie sterowców.
Ale nawet to nie pomogło w obliczu rodzącego się nazizmu. Dr Eckener nigdy nie pogodził się z tym, że Hitler chciał wykorzystać sterowce do swoich celów. Z drugiej strony - tylko Amerykanie dysponowali niepalnym helem, ale dla III Rzeszy ogłosili nań embargo. Mimo tych trudności zaprojektowano sterowiec, który miał być wypełniony helem. Właśnie w ten sposób powstał LZ 129 "Hindenburg", jeden z dwóch największych statków powietrznych w historii lotnictwa (drugim był bliźniaczy LZ 130 "Graf Zeppelin II"). Rozmowy z Amerykanami spełzły na niczym. To wtedy podjęto brzemienną w skutki decyzję, by stosować wodór, choć w 1930 roku spłonął brytyjski R-101, zabijając 54 osoby.
Choć "Hindenburg" był zaprojektowany do wypełnienia go helem, wydawało się, że sprawuje się dobrze również unoszony wodorem. Gdy majestatycznie nadpływał, widać było jego ogrom: miał długość 245 metrów i średnicę 41 metrów, a więc dorównywał rozmiarami statkom oceanicznym. Zabierał na pokład 72 pasażerów i 61 osób załogi. Mógł przelecieć przez ocean rozwijając prędkość 135 km/h. A wszystko to - w luksusie. Hindenburg miał pokład spacerowy i palarnię - utrzymywaną pod ciśnieniem (by do środka nie dostał się wodór).
Ostatnia podróż sterowca rozpoczęła się 3 maja 1937 roku o 20.15. Na pokładzie było 61 osób z załogi, 36 pasażerów, 108 kg poczty, 148 kg ładunku, 879 kg bagaży oraz dwa kosze z psami. Dowodził kapitan Max Pruss, doświadczony pilot. Do Stanów "Hindenburg" przybył dokładnie 71 lat temu, 6 maja 1937 roku - z opóźnieniem, bo w locie przeszkodziły warunki atmosferyczne. Załoga naziemna już chwytała liny mocujące, umożliwiające bezpieczne osiadanie olbrzyma na powierzchni. I wtedy z tyłu sterowca pojawił się ogień. Nagrywano na taśmę filmową moment lądowania, nie uchwycono jednak chwili, w której pojawił się płomień. Szkoda. Być może dzięki temu moglibyśmy dziś odpowiedzieć na pytanie, co spowodowało zapłon: iskra od ładunku elektrostatycznego, czy też może - jak uważał kapitan - pocisk zapalający. Komisje badające potem przyczyny wypadku - niemiecka i amerykańska, nie dowiodły istnienia na pokładzie bomby, nie dowiedziono też nieszczelności. Wiadomo tylko tyle: 34 sekundy po zapłonie na ziemi dopalały się szczątki tego, co w przeszłości było monstrualnym, dostojnym, transatlantyckim statkiem powietrznym. Zginęło wówczas 15 pasażerów i 25 członków załogi.
Ten wypadek wywarł tak ogromne wrażenie, że zakończył erę sterowców. W 1940 roku, na polecenie Hermanna Göringa, zezłomowano pozostałe zeppeliny, bo duraluminium potrzebne było do budowy samolotów.
Czy to jednak koniec tych pięknych statków powietrznych? Nie. Również dziś sterowce - nowoczesne i o nieco zmienionej konstrukcji - możemy zobaczyć na niebie. Ale o nich - innym razem.


Z przyjemnością informujemy, że w dniu 10 maja 2008 r., nastąpi rozstrzygnięcie kwietniowej edycji naszego konkursu. Do wytypowanych osób zadzwonimy między godziną 10.00 a 18.00 i zadamy pytanie konkursowe. Z wybranym przez komputer Panelistą spróbujemy skontaktować się trzykrotnie.

Jeśli utraciliście Państwo program netPanel i chcielibyście powrócić do badania Megapanel PBI/Gemius, to informujemy, że wersję instalacyjną programu można cały czas pobrać pod adresem: http://netpanel.gemius.pl/netpanel2/


Pozdrawiamy serdecznie i zapraszamy do lektury Biuletynu za tydzień! Na listy czekamy pod adresem netpanel@gemius.pl

Zespół netPanel




Gemius SA
ul. Wołoska 7, 02-675 Warszawa
Budynek MARS, klatka D
Tel.: +4822 874-41-14
Infolinia: 0801-800-009*
www.gemius.pl

*opłata jak za jedną jednostkę taryfikacyjną wg operatora; numer infolinii niedostępny dla sieci komórkowych


W odpowiedzi na sugestie zawarte w listach od Państwa, oferujemy możliwość subskrypcji e-biuletynu w formacie tekstowym zamiast HTML. Jeżeli bardziej odpowiada Państwu wersja tekstowa, prosimy wypełnić formularz na stronie http://netpanel.gemius.pl/d/t.php.


Gdyby zdecydowali Państwo, że rezygnują z otrzymywania od nas jakichkolwiek informacji, bardzo prosimy o wypełnienie formularza na stronie http://netpanel.gemius.pl/d/d.php.


Cytowanie treści i publikowanie danych zawartych w niniejszym biuletynie możliwe jest jedynie za zgodą PBI Sp. z o.o. i Gemius SA.

I-deałki

Czas leciał, a Patryk nawet nie zaczął jeszcze pisać trudnego wypracowania. "Żeby chociaż jedno zdanie, potem jakoś pójdzie" - pomyślał sobie Patryk. A tu nic. Rozejrzał się wokół. Na dworze było ciepło i słonecznie. Obydwaj bracia i rodzice wybrali się na rower, a on tkwił przed pustą kartką papieru. Wstał i zasłonił żaluzje. Chwycił długopis. Przytrzymał go, ale odłożył znów.
- Bo gdyby tak - mruknął sam do siebie - teraz wskoczyć na rower i pojechać za nimi, a potem usiąść i napisać to wypracowanie, to nic by się przecież nie stało. Ba, miałbym umysł wypoczęty, zrelaksowany, dotleniony.
Coś nagle przypomniało mu cieniutkim głosikiem: "wykorzystaj chwilę spokoju, jak przyjdą, będzie ci się trudniej skupić"! Patryk wiedział, że ten cieniutki głos mówi rozsądnie.
Zostawił na chwilę pustą kartkę i poszedł do kuchni po herbatę. Nie da się ukryć, że myśli się lepiej, kiedy na biurku stoi coś, co można sobie powolutku popijać. Wstawił wodę w czajniku i rozejrzał się wokół.
- Tak, jestem głęboko nieszczęśliwy. Oni na rowerach, a ja muszę ciężko pracować. Należy mi się chyba jakaś czekolada - powiedział całkiem głośno Patryk i przypomniał sobie badania jakichś amerykańskich naukowców: czekolada dobrze działa na koncentrację.
Otworzył więc lodówkę, najpierw zwinął plasterek szynki, a potem sięgnął po czekoladę. Zalał herbatę i zaniósł to wszystko do pokoju.
Ale herbata nie stała w zasięgu ręki. Zasiadł do pracy przy niewysprzątanym stole, musiał więc daleko sięgać.
- Najważniejszy jest porządek - powiedział do siebie i zaraz dodał: - Bo wiadomo, że jak na biurku jest bałagan, to trudniej się skoncentrować.
Zaczął więc uprzątać niepotrzebne rzeczy, a było ich sporo. Odłożył na półkę książki, które leżały tu już chyba pół roku, włożył do szuflady różne narzędzia, a przy okazji znalazł kabelek, którego jakiś czas temu szukał. Obejrzał go dokładnie, po czym pomyślał, że wypróbowanie go zajęłoby tylko chwilę. Ale znów odezwał się cienki głos rozsądku: "czas leci!".
Sprzątnął więc biurko do końca. Rozejrzał się.
- No, teraz to można pracować! - powiedział sam do siebie zadowolony.
Łyknął herbaty i ułamał sobie kawałek czekolady. Przez chwilę siedział nad pustą kartką, ale nagle wpadło mu do głowy rewolucyjne rozwiązanie problemu z kabelkiem. Wyciągnął go z szuflady, wyjął też śrubokręt i lutownicę. I tak spędził kolejne minuty.

- Ho, ho, już jesteśmy - przywitał się Maurycy z przedpokoju. Za nim wpadł Igor, na końcu weszli tata i mama.
- Jak ci poszło wypracowanie? - zapytał tata, gdy Patryk wyszedł im na przywitanie.
- Prawdę mówiąc... jeszcze mi trochę zostało - odpowiedział Patryk i wycofał się ostrożnie. Ale tata się nie poddał. Bezceremonialnie zajrzał do pokoju.
- No tak, biurko wysprzątane, herbata wypita, organizacja pracy do tarcia chrzanu - mruknął i wszedł do środka.
- O, będzie awanturka! - ucieszył się Igor.

Ale awanturki nie było. Co więcej, tata zamknął pokój i przez pewien czas tłumaczył coś Patrykowi. Potem zażądał przyniesienia swojej gazety i znów zamknął drzwi.

Godzinę później obaj wyszli z pokoju. Na twarzy Patryka malowała się bezgraniczna ulga.
- I co? - zapytał Maurycy.
- Gotowe! - odrzekł Patryk.
Mama popatrzyła na tatę z niejakim niepokojem.
- Ale chyba... - zaczęła.
- Nie pomagałem mu, sam napisał - oburzył się na zapas tata.
- Bo to w gruncie rzeczy było proste - wyjaśnił Patryk. - Tylko nie chciało mi się za to zabrać, więc szukałem sobie różnych zajęć, byle tylko nie pisać. Tata poradził, żeby zawrzeć w punktach to, co ma się znaleźć w tym wypracowaniu, a potem wypełnić te punkty treścią. No i już.
- W godzinę? - zapytał Maurycy.
- To właśnie druga część tajemnicy - odrzekł tata. - Ja sobie siedziałem i czytałem gazetę. A on nie miał pretekstu, żeby się czymkolwiek rozpraszać. Szybko poszło, prawda?

I-nnowacje

Telewizor dla elegantek

Każda elegancka dama lubi od czasu do czasu pooglądać seriale - z takiego założenia wyszli najwidoczniej twórcy przenośnego telewizora, który kształtem przypomina... damską torebkę. Projektanci nie ukrywają zresztą, że zostali zainspirowani przez "nowoczesne kobiety". Sprzęt ma dziewięciocalowy monitor otoczony delikatną skórą, a wyglądu dopełnia skórzana rączka, podpórka oraz dwa niewielkie głośniczki.

Wirus z licencją?

Tak właśnie. Autorzy jednego z wirusów dołączyli do niego licencję, zezwalającą użytkownikowi na "infekowanie tak dużej liczby komputerów jak tylko chce". Ale licencja zawiera też ograniczenia - nie wolno na przykład dystrybuować wirusa w celach komercyjnych, a użytkownik nie może choćby analizować działania programu i wysyłać go do producentów programów antywirusowych. To rodzaj niesmacznego dowcipu ze strony autorów wirusa, którzy z oczywistych względów nie pozwą użytkownika, który złamie te zasady. W ramach żartu, autorzy wirusa wymyślili więc konsekwencję w postaci "blokady wsparcia technicznego". Choć licencja jest dowcipem, warto pamiętać, że twórcy niebezpiecznego oprogramowania coraz częściej tworzą go w celach zarobkowych. Do lamusa odchodzą szkodniki, które wyrządzają zniszczenia albo wypisują mniej lub bardziej zabawne komunikaty. Teraz za pomocą szkodliwego oprogramowania wykrada się poufne dane lub tworzy sieć, służącą do wysyłania spamu z komputerów ofiar.