Biuletyn badania Megapanel PBI/Gemius 15 kwietnia 2008

Drodzy Paneliści!

Współczesne telefony komórkowe już od dawna nie służą tylko do rozmów. To właściwie wielofunkcyjne urządzenia z wbudowanymi aparatami cyfrowymi, odtwarzaczami muzyki i klipów filmowych, kalkulatorami, podręcznymi kalendarzami. Niektóre umożliwiają także odbiór stacji radiowych czy korzystanie z internetu. Przekazują dźwięk, obraz, wskazują lokalizację. Czego im jeszcze brakuje? Możliwości zilustrowania przekazu zapachem. O tym, jak "złowić" aromat i jak go "wydrukować", piszemy w dziale I-nformacje. Nie zabraknie też działu I-nnowacje, a w nim ciekawostek o systemach nawigacji. Zapraszamy Was także do lektury I-deałków.

I-nformacje

Pewna japońska firma ogłosiła, że przeprowadza właśnie testy urządzeń, które umożliwią ściągnięcie zapachu na telefon, podobnie jak czynimy to z fragmentami muzyki czy obrazkami. Do telefonu niezbędne nam będzie jeszcze urządzenie, pełniące rolę "mieszacza woni" - tak, by użytkownik mógł poczuć taki aromat, jaki sobie wybrał. W odpowiednich proporcjach połączy i rozpyli wokół aromatyczne substancje podstawowe - kierując się przepisem, dostarczonym przez łącze podczerwieni z telefonu. W istocie jednak to nic nowego. Od wielu lat czynione są próby wzbogacenia przekazu zapachem... tylko jak to zrobić?
Pod koniec 1959 roku, w kinie DeMille w Nowym Jorku, w trakcie filmu popularnonaukowego zatytułowanego "Za wielkim murem", specjalne wentylatory w suficie tłoczyły do sali zapachy ilustrujące film. Sceny polowania na tygrysa, czy łowienia ryb z pomocą kormoranów, wzbogacono aromatem. Również i dziś podejmuje się takie próby - z tą różnicą, że widzom wręcza się razem z biletem pakiecik ponumerowanych kartek. W odpowiednich momentach widzowie pocierają palcem kartkę, która uwalnia zapach. Te wszystkie próby polegają na "odtworzeniu" wcześniej opracowanych kompozycji zapachowych w odpowiednim czasie. A gdyby tak móc stworzyć "generator zapachów" - urządzenie zdolne do wytworzenia zapachu róży, kiedy oglądamy zdjęcia kwiatów, pomarańczy, kiedy przed oczami ukazują nam się soczyste owoce, czy zapachu świeżego chleba, gdy oglądamy w internecie stronę piekarni... to wszystko na razie przed nami.
Nauka nie zna pojęcia "zapachów podstawowych" (podobnego do "barw podstawowych". Trudno więc skonstruować uniwersalne urządzenie, które potrafiłoby stworzyć na żądanie dowolny aromat. Jedni - jak pewna amerykańska firma, pracująca swego czasu nad zapachowym uatrakcyjnieniem internetowych ilustracji - twierdzą, że mieszając kilka, kilkanaście lub kilkadziesiąt ze 128 różnych zapachów da się uzyskać wystarczająco dużą liczbę kombinacji, by to wystarczyło przeciętnemu "wąchaczowi" (bo jak nazwać osobę oglądającą takie aromatyczne zdjęcia?). Ten sam cel naukowcy z uniwersytetu w Tokio zdołali - tak twierdzą - osiągnąć, korzystając z 96 substancji. W praktyce jednak nie udało się wiele prób skonstruowania generatorów zapachów. Urządzenia w miarę tanie i nieskomplikowane, dla masowych odbiorców oferowały zbyt małą liczbę możliwych woni.
Tymczasem przed specjalistami od elektroniki i zapachów stoją jeszcze poważniejsze wyzwania: "nagrywanie" zapachu. Wyobraźmy sobie tygodnik, który reportaż z jakiegoś odległego miejsca wzbogaca zapachową ilustracją. Możliwości wykorzystania takich "aromazdjęć" byłoby wiele: lekarze mogliby na odległość po zapachu wyczuwać rodzaj schorzenia na które cierpi pacjent, można byłoby zachować w formie cyfrowej ślady zapachowe z przestępstw, książki kucharskie kusiłyby smakowicie pachnącymi przepisami. Wyobraźcie sobie wymarzone wakacje w lesie, nad morzem albo w dalekich krajach. Jeden pstryk i nie tylko barwny wygląd wschodniego bazaru, ale i jego egzotyczne zapachy możemy pokazać znajomym.
O ile jednak nagrywanie obrazów i dźwięków jest stosunkowo proste (bo przypadku obrazu wystarczy rejestrować odcienie czerwieni, zieleni i niebieskiego), o tyle w przypadku woni sprawa jest bardziej skomplikowana. W nosie człowieka znajdują się tysiące receptorów, czułych na różne molekuły. Jak analizować woń?
Jedna z firm zaproponowała klientom aparat fotograficzny wyposażony w chromatograf gazowy, czyli urządzenie analizujące zawartość różnych substancji w mieszaninie gazu. Na podstawie takich danych można już próbować odtworzyć zapach. Oczywiście znajomość składu chemicznego gazu to jeszcze nie wszystko - zapachy poszczególnych substancji trzeba "przetłumaczyć" na możliwości sprzętu drukującego - bo do "aromazdjęć" wykorzystuje się specjalne drukarki, które oprócz tuszu mają jeszcze zbiorniczki z substancjami aromatycznymi. O wiele łatwiej - i to rozwiązanie zastosowano w tańszej wersji opisywanego aparatu - po prostu przedstawić użytkownikowi listę najczęściej fotografowanych obiektów. Jeśli fotografujemy las - wśród możliwych aromatów znajdziemy zapach "sosnowy las". Jeśli zachód słońca nad Bałtykiem - wybierzemy spośród dostępnych "brzeg morza". Tyle, że z rozpoznawaniem i "nagrywaniem" zapachów nie ma to nic wspólnego.
Podobnie do opisanego aparatu działa inne urządzenie, opracowane na uniwersytecie w Tokio, które w przyszłości także może posłużyć do "fotografowania" zapachów. Różnica jest taka, że nie analizuje ono poszczególnych składowych zapachu, nie używa chromatografu, ale tzw. sztucznego nosa. To wprawdzie również urządzenie dokonujące chemicznej analizy, ale funkcjonuje inaczej niż tradycyjne metody analizowania gazów. Zamiast odgadywać, jakie są składniki zapachu, rejestruje całe spektrum woni i zapamiętuje je. Potem zaś może zaklasyfikować aromat do jednej z grup na podstawie wzorców już zanalizowanych. Metoda jest zbliżona do biologicznej, przypomina sposób pracy nozdrzy człowieka czy zwierzęcia.
Gdyby udało się stworzyć "sztuczny nos", o jakim marzymy, możliwe byłyby o wiele poważniejsze zastosowania, niż tylko zapachowe zdjęcia: wykrywanie niektórych nowotworów po zapachu wydychanego przez pacjenta powietrza, poszukiwanie narkotyków czy broni w bagażach podróżnych lub znajdowanie min pod ziemią.

I-nnowacje

Nawigacja zagrożeniem dla zabytków?

Brytyjskie towarzystwo ochrony zabytkowych budowli ostrzega, że rozpowszechnienie nawigacji satelitarnej wśród kierowców powoduje zagrożenie dla starych mostów, ulic i budynków. Zdaniem przedstawicieli organizacji, system GPS ma już "na sumieniu" dwustuletni most na rzece Ock w Oxfordshire, czy zabytkową kamienicę w pobliżu Ashton Under Lyne. W jaki sposób? Towarzystwo twierdzi, że kierowcy zbyt ufają systemom nawigacji i wybierają drogi nieprzystosowane dla pojazdów, którymi kierują. Wielotonowe ciężarówki, za podpowiedzią nawigacji, kierowane są na drogi, z pokonaniem których - jak mówił prezes organizacji Phillip Venning - "miałyby problem furmanki". Towarzystwo proponuje, by systemy nawigacji miały dodatkowe menu, gdzie można byłoby wybrać typ pojazdu. W zależności od tego urządzenie pokazywałoby odpowiednią trasę.

Galileo na dobre rusza

Skoro mówimy dziś w I-nnowacjach o nawigacji satelitarnej: osiem dni temu ministrowie komunikacji i infrastruktury 27 państw Unii Europejskiej podpisali dokument opisujący zasady budowy systemu geolokalizacyjnego o nazwie Galileo. To ważny dokument, otwiera bowiem drogę do rozpisania przetargów na budowę kolejnych elementów europejskiego systemu. Dla przypomnienia: Global Positioning System jest administrowany przez Departament Obrony USA. Galileo ma być jednak doskonalszy i oferować zróżnicowane usługi. Budowa ma potrwać do 2013 roku i kosztować 3,4 miliardy euro.


Z przyjemnością informujemy, że w sobotę 19 kwietnia nastąpi rozstrzygnięcie miesięcznej edycji naszego konkursu. Do wytypowanych przez komputer osób zadzwonimy między godziną 10.00 a 18.00 i zadamy pytanie konkursowe. Z wybranym przez komputer Panelistą spróbujemy skontaktować się trzykrotnie.

Jeśli utraciliście Państwo program netPanel i chcielibyście powrócić do badania Megapanel PBI/Gemius, to informujemy, że wersję instalacyjną programu można cały czas pobrać pod adresem:
http://netpanel.gemius.pl/netpanel2/


Pozdrawiamy serdecznie i zapraszamy do lektury Biuletynu za tydzień! Na listy czekamy pod adresem netpanel@gemius.pl

Zespół netPanel




Gemius SA
ul. Wołoska 7, 02-675 Warszawa
Budynek MARS, klatka D
Tel.: +4822 874-41-14
Infolinia: 0801-800-009*
www.gemius.pl

*opłata jak za jedną jednostkę taryfikacyjną wg operatora; numer infolinii niedostępny dla sieci komórkowych


W odpowiedzi na sugestie zawarte w listach od Państwa, oferujemy możliwość subskrypcji e-biuletynu w formacie tekstowym zamiast HTML. Jeżeli bardziej odpowiada Państwu wersja tekstowa, prosimy wypełnić formularz na stronie http://netpanel.gemius.pl/d/t.php.


Gdyby zdecydowali Państwo, że rezygnują z otrzymywania od nas jakichkolwiek informacji, bardzo prosimy o wypełnienie formularza na stronie http://netpanel.gemius.pl/d/d.php.


Cytowanie treści i publikowanie danych zawartych w niniejszym biuletynie możliwe jest jedynie za zgodą PBI Sp. z o.o. i Gemius SA.

I-deałki

Pewnego dnia tata przyniósł do domu spore pudełko w siatce i od razu włożył je do zamrażarki.
- O! Dzisiaj lody na deser! - ucieszył się wszystkowiedzący Igor, który jak zwykle pojawił się w odpowiednim miejscu w odpowiedniej chwili. - Jakie?
- Śmietankowe z czekoladą - odrzekł tata i, by nie stracić fasonu, dodał: - Jeśli byliście grzeczni.
- Byliiiiiśmy - zapewnił Igor takim głosem, że nie mogło być wątpliwości, że tata ma do czynienia z jednym z trzech aniołków. - Daj spróbować!
- Po obiedzie ? odrzekł tata. I Igor musiał poczekać.

- A ja wiem, co będzie dzisiaj na deser! - powiedział przy obiedzie i zaczął szybciej wymachiwać łyżką w talerzu.
- Lody. Wszyscy słyszeli, jak chciałeś polizać - mruknął Patryk, ale jego porcja też znikała szybko.
Tylko Maurycy dostojnie wiosłował łyżką i ani w głowie mu było spieszyć się do deseru. Lody lubił, ale bez przesady - lubił też zupy.
Drugie danie też zniknęło z talerza Igora błyskawicznie. I oto nadszedł czas, kiedy mama przyniosła lody. Polała je sokiem owocowym i podała w miseczkach.
Igor rzucił się na swoją porcję i w tempie godnym szarańczy spałaszował. Wszyscy patrzyli na niego ze zdziwieniem, bo nigdy nie rzucał się tak na żadne słodycze ? również na lody. Igor oblizał się i smutnym wzrokiem spojrzał na pustą już miseczkę.
- Igor "lodożerca" - prychnął Maurycy, ale litościwie zaproponował: - Chcesz trochę moich?
Igor radośnie przełożył sobie do miseczki sporą część rozpoczętych dopiero lodów Maurycego i w równie błyskawicznym tempie spałaszował ją.
- Może zostało jeszcze trochę w pudełku? - zapytał z nadzieją.
Mama popatrzyła na syna z uwagą, ale pozwoliła:
- Owszem, możesz wziąć. A nie pochorujesz się od nich?
Igor przecząco pokręcił głową i czym prędzej pobiegł do zamrażarki. Dopiero po trzeciej porcji miał dość.
- Bardzo dobry obiad - pochwalił na koniec. - A zwłaszcza deser.

Następnego dnia w trakcie obiadu Igor mlasnął i spytał:
- A czy nie moglibyśmy powtórzyć wczorajszego deseru?
Nikt nie miał już ochoty na lody, ale tata wręczył Igorowi pieniądze i wysłał go do sklepu.
- Skoro tak je lubi - powiedział, gdy tylko za Igorem zamknęły się drzwi - to niech sobie kupi.
Igor wrócił i znów spałaszował trzy porcje, aż mu się uszy trzęsły.

Kolejnego dnia sytuacja się powtórzyła i Igor znów wybiegł do sklepu.
- Czy mu nie zaszkodzą te lody? - zaczęła się martwić mama.
- Jak widać nie szkodzą. A pochłania ich znaczne ilości - odrzekł tata. - Przedwczoraj trzy porcje, wczoraj trzy...
- Dzisiaj w sklepiku szkolnym kupił sobie loda na patyku - poinformował uprzejmie Patryk.
- Skoro ma ochotę, to najwidoczniej jego organizm tego potrzebuje. Jak się naje, to mu przejdzie - ucięła dyskusję mama. Zresztą w czas, bo do mieszkania wbiegł uradowany Igor i od razu zaczął jeść lody z pudełka.

Następnego dnia również zjadł pudełko lodów. Ale kolejnego...
- Igor, co dziś jesz na deser? - zapytał po obiedzie rozbawiony tata.
- Pączka - odrzekł niczym nie speszony Igor.
- A może byśmy zjedli lody? - zapytał Patryk i wszyscy, pomijając Igora, wybuchnęli śmiechem.
- Nie widzę w tym nic zabawnego - mruknął Igor. - To prawda, że wczoraj miałem na nie ochotę, ale dziś chcę pączka.
- Ja też nie widzę w tym nic zabawnego - powiedział Patryk. - Pytałem na poważnie. Zjadłbym lody.
Następnego i następnego, i jeszcze następnego dnia, Patryk też jadł lody na deser.