Biuletyn badania Megapanel PBI/Gemius 1 kwietnia 2008

Drodzy Paneliści!

Prima aprilis, nie wierz, bo się pomylisz! - tak, to właśnie dziś jest ten dzień. Ostrzegamy i przestrzegamy: nie dajcie się "nabić w butelkę" i "zrobić w balona". O zwyczaju pierwszego kwietnia i o zdrowym śmiechu - całkiem na poważnie - piszemy dziś w dziale I-nformacje. Będą też przygody I-deałków i, jak co tydzień, I-nnowacje, czyli nowinki ze świata internetu i techniki. Zapraszamy do lektury.

I-nformacje

Śmiech towarzyszy ludziom od dawna. Wbrew powszechnym opiniom, starożytni Egipcjanie nie byli pozbawieni poczucia humoru. Świadczą o tym niektóre papirusy i sceny malarstwa ściennego - także na ścianach świątyń. Wśród znanych archeologom zabytków z egipskiego kręgu kulturowego istnieje wiele takich, które mają wyraźnie humorystyczny charakter, a egiptolodzy twierdzą nawet, że poczucie humoru starożytnych Egipcjan było zbliżone do naszego. Zabawne historie opowiadali sobie też starożytni Grecy. Komedie gościły na scenach greckich teatrów, gdzie za wejście trzeba było zapłacić dwa obole, ale ubogich wpuszczano za darmo. W samych tylko Atenach około V w. p.n.e., pisaniem wesołych sztuk zajmowało się około stu autorów. Obyczaj "prima aprilis" historycy wywodzą jednak ze starożytnego Rzymu, z IV w. n.e. Zgodnie ze starą rzymską tradycją kwietniowe Kalendy, czyli pierwszy dzień miesiąca - a według kalendarza juliańskiego także i roku, był świętem wiosny. Kiedy cesarz Konstantyn ochrzcił Imperium, 1 kwietnia przestał być świętem państwowym. Uroczystości wiosenne zostały zastąpione Wielkanocą, a ci, którzy nadal obchodzili stare święto, stali się obiektem żartów.
Średniowiecze przyniosło potępienie beztroskiej wesołości, a śmiech traktowano jak zjawisko grzeszne i prowadzące do zepsucia moralnego, jednak już wkrótce zwyciężyły naturalne potrzeby człowieka i nastały czasy humoru dworskiego.
Ponieważ nowy rok zaczynał się 1 kwietnia, ludzie już od 25 marca świętowali jego nadejście. Zabawy kończyły się po tygodniu, a ich ukoronowaniem były żarty, które miały przynieść szczęście w następnych 12 miesiącach. Kiedy Grzegorz XIII zarządził zmianę kalendarza, król Francji Karol XII przeniósł początek roku z 1 kwietnia na 1 stycznia. Nie udało mu się przenieść tradycji kwietniowych żartów. Również wówczas śmiano się z niezorientowanych w reformie kalendarza.
Właśnie z Francji wzięła się tradycja oszukiwania - ten, kogo udało się nabrać, nazywany był "Poisson d'Avril", czyli "kwietniową rybą" - od znaku, który w zodiaku opuszczało słońce. Dorośli wysyłali sobie zaproszenia na fikcyjne przyjęcia, dzieci wycinały papierowe rybki i przyczepiały je na plecach kolegów. Zwyczaje te rozprzestrzeniły się w całej Europie i na Wyspach Brytyjskich. Szkoci na przykład mieli zwyczaj przyczepiania ofiarom żartów kartek z napisem "kopnij mnie" i realizowania tej prośby. Oszukanych nazywano "kwietniowymi gapami". Wraz z kolonistami primaaprilisowe dowcipy zawitały do Ameryki, ale jakby w bardziej subtelnej formie. Popularne było wysyłanie kogoś do sklepu z zamówieniem na nieistniejący towar, na przykład "słodki ocet".
Trzeba się też pilnować oglądając tego dnia serwisy informacyjne i czytając gazety. Nawet najostrożniejsi dają się nabrać. Oto filadelfijski dziennikarz w XIX wieku opowiedział historię farmera, który hoduje... pająki, by sprzedawać je handlarzom wina. Pająki miały osnuwać butelki pajęczyną, dzięki czemu towar zyskiwał "naturalną" patynę starości. Do gazety wpłynęły setki ofert od handlarzy win, a informację przedrukowało nawet parę czasopism naukowych. Z kolei 31 marca 1846 roku londyński dziennik "Evening Star" zamieścił ogłoszenie o mającej się odbyć następnego dnia wielkiej wystawie osłów w gmachu muzeum rolnictwa. Zainteresowani, którzy przyszli na miejsce przekonali się, że... okazami mieli być właśnie oni. Słynąca z rzetelności stacja BBC nadała niegdyś 1 kwietnia "film dokumentalny" o farmerach, uprawiających drzewa makaronowe. Po programie rozdzwoniły się w redakcji telefony od widzów, którzy koniecznie chcieli dowiedzieć się, gdzie można kupić sadzonki.
Ale wróćmy do śmiechu. Stare powiedzenie mówi, że śmiech to zdrowie. Podobnego zdania jest kardiolog Michael Miller z Baltimore, dodając, że 15 minut śmiechu dziennie może zasadniczo poprawić krążenie i system krwionośny. Z kolei japońscy badacze donoszą, że śmiech w czasie spożywania posiłków może sprzyjać obniżeniu poziomu cukru we krwi, co może mieć znaczenie dla cukrzyków. Z fizjologicznego punktu widzenia można dokładnie opisać wszystkie mechanizmy śmiechu w ludzkim organizmie. Ale jak to się dzieje, że tak korzystnie wpływa na zdrowie - tego do dziś nie wiadomo. A że wpływa - to naukowcy zdążyli już udowodnić.
Śmiech jest dla organizmu jak ćwiczenia gimnastyczne. Na nasz dobry nastrój mają wpływ endorfiny, czyli naturalne substancje o uśmierzającym działaniu. Kiedy się śmiejemy następuje blokada w wydzielaniu kortyzolu, czyli hormonu stresu, przez co nasz system odpornościowy działa dużo sprawniej. Śmiech aktywuje też obszary mózgu nazywane układem nagrody, które są odpowiedzialne za odczuwanie przyjemności. A zatem - tylko się śmiać.

I-nnowacje

80 lat na jednej baterii

80 lat - tyle czasu bez przerwy świecić mogą miniaturowe diody elektroluminescencyjne na jednej baterii wielkości monety. Opracowali je irlandzcy naukowcy. Mikrodiody o rozmiarach 15 mikrometrów (czyli 15 milionowych części metra) są znacznie mniejsze od standardowych, obecnie używanych, które są wielkości ok. 300 mikrometrów. Nowe diody do pracy wymagają energii rzędu kilku miliardowych ampera. Niestety, mniejszy rozmiar oznacza też mniej światła. Naukowcy przewidują, że kwestią czasu jest wyprodukowanie w tej technologii diod o porównywalnych parametrach co obecne, ale zmniejszonym poborze prądu.

Cybersquatting wciąż się szerzy

Cybersquatting to zarabianie na pomyłkach - celowe rejestrowanie domen podobnych do adresów znanych firm po to, by przejąć część odwiedzających, która wpisała adres z pomyłką. Zazwyczaj osoby uprawiające ten proceder chcą sprzedać adres firmie lub też uruchamiają witryny zapełnione reklamami. Światowa Organizacja ds. Własności Intelektualnej donosi, że to zjawisko wciąż się nasila. W 2007 roku wpłynęło 2156 skarg na firmy i osoby podejrzane o cybersquatting. To o 18 proc. więcej niż rok wcześniej i o 48 proc. więcej niż dwa lata wcześniej. Aż jedna dziesiąta skarg dotyczyła domen o nazwach identycznych lub podobnych do nazw zarejestrowanych leków.

Jeśli utraciliście Państwo program netPanel i chcielibyście powrócić do badania Megapanel PBI/Gemius, to informujemy, że wersję instalacyjną programu można cały czas pobrać pod adresem:
http://netpanel.gemius.pl/netpanel2/


Pozdrawiamy serdecznie i zapraszamy do lektury Biuletynu za tydzień! Na listy czekamy pod adresem netpanel@gemius.pl

Zespół netPanel




Gemius SA
ul. Wołoska 7, 02-675 Warszawa
Budynek MARS, klatka D
Tel.: +4822 874-41-14
Infolinia: 0801-800-009*
www.gemius.pl

*opłata jak za jedną jednostkę taryfikacyjną wg operatora; numer infolinii niedostępny dla sieci komórkowych


W odpowiedzi na sugestie zawarte w listach od Państwa, oferujemy możliwość subskrypcji e-biuletynu w formacie tekstowym zamiast HTML. Jeżeli bardziej odpowiada Państwu wersja tekstowa, prosimy wypełnić formularz na stronie http://netpanel.gemius.pl/d/t.php.


Gdyby zdecydowali Państwo, że rezygnują z otrzymywania od nas jakichkolwiek informacji, bardzo prosimy o wypełnienie formularza na stronie http://netpanel.gemius.pl/d/d.php.


Cytowanie treści i publikowanie danych zawartych w niniejszym biuletynie możliwe jest jedynie za zgodą PBI Sp. z o.o. i Gemius SA.

I-deałki

To miał być dzień, jak co dzień. Wszyscy wstali jak zwykle wcześnie i jak zwykle o tej porze - niechętnie.
- Masz plamę na krawacie - oznajmił poważnie Maurycy, zwracając się do taty, który właśnie wyszedł z łazienki. - Musiałeś sobie chlapnąć keczupem.
Tata spojrzał na swój krawat, ale plamy tam nie było.
- Buchacha! - zwijał się ze śmiechu Maurycy, a razem z nim Patryk i Igor. - Prima aprilis!
Tata nie mógł też się nie uśmiechnąć. Pogroził tylko chłopakom palcem, trochę zły, że dał się tak łatwo zaskoczyć. Zupełnie zapomniał o tym dniu żartów.
Kiedy wszyscy siedli do śniadania, mama dała się zaskoczyć "na bociana":
- A widziałaś? Na drzewie pod naszym balkonem bocian ma gniazdo - powiedział Igor.
- Niemożliwe - powątpiewała mama, ale po zapewnieniach, że widział je każdy z chłopców, pobiegła do pokoju, by wyjrzeć i przekonać się na własne oczy.
- Prima aprilis! - krzyknęli wszyscy, nie wyłączając taty, który choć w ten sposób mógł odpokutować wcześniejsze zaskoczenie.
I na tym rodzinne żarty się skończyły, bo o zaskakiwaniu kogokolwiek nie mogło być już mowy.

Po południu wszyscy mieli już serdecznie dość. Igor nie dał się w szkole nabrać na dwie plamy na spodniach, może dlatego, że się pilnował, a być może - bo nigdy nie przywiązywał specjalnej uwagi do swojego stroju. Patryk pilnował się jak mógł, ale i tak któryś z kolegów szkockim zwyczajem przykleił mu do pleców kartkę z napisem: "kopnij mnie". O mało nie doszło do bójki. Maurycy też się pilnował i dlatego nie pobiegł do biblioteki, kiedy jeden z kolegów przekazał mu wiadomość od polonistki, która miała go prosić o przyniesienie do klasy książek. A prośba była prawdziwa.
- Mam już serdecznie dość - mówił tata po przyjściu z pracy. Kiedy wszedł, jako dwunasty chyba "napuszczony" przez kolegów do gabinetu szefa, usłyszał: "dajcie mi wszyscy święty spokój, pracować się nie da". Mama natomiast nie dała się nabrać na podobny kawał, a tymczasem dyrektor rzeczywiście chciał z nią porozmawiać.

- Są z tego same nieporozumienia - stwierdził Igor.
- No tak, ale przecież nikt się nie obraża - odrzekł Maurycy. - Ja się wytłumaczyłem z tych książek i polonistka nie miała do mnie pretensji. Zamiast tego opowiedziała, jakie kawały robił Tuwim w 1924 roku.
- A robił? - zdziwił się Patryk.
- Robił. Zredagował razem z Antonim Słonimskim dodatek nadzwyczajny do "Kuriera Polskiego", w którym donosił o odkryciu wyspy, która dotąd była zakryta pokrowcem, żeby się nie kurzyła. A w "Tygodniku Ilustrowanym" Słonimski opisał nieistniejącego poetę.
- No dobrze, ale to nie są żarty o plamach na spodniach - zaperzył się Igor.
- Psiakość! Nie wiadomo w co wierzyć, a w co nie! - odezwał się z pokoju głos taty.
Chłopcy pobiegli, zobaczyć co się dzieje.
- Ech - mruknął ojciec znad płachty gazety - Wypisują tu takie rzeczy, że aż się wierzyć nie chce. A tylko część jest zmyślona.