Drodzy Paneliści!
Co roku przed Świętami Wielkanocnymi świat przypomina sobie o pięknej i tajemniczej wyspie na Oceanie Spokojnym - głównie z powodu jej nazwy. Wyspa Wielkanocna ukazała się bowiem po raz pierwszy oczom zdumionych podróżników właśnie w Niedzielę Wielkanocną. Skąd jednak wzięły się na niej bazaltowe, wielotonowe posągi? Jakie mroczne tajemnice skrywa? Przeczytajcie o tym w I-nformacjach. W tym numerze Biuletynu, w dziale I-nterakcje, prezentujemy listy od naszych Panelistów. Zapraszamy też do działu I-nnowacje. Miłej lektury!
I-nformacje
Każdego roku na wiosnę świat przypomina sobie o niewielkiej, ale niezwykle tajemniczej wyspie na Oceanie Spokojnym. Powstało mnóstwo mniej lub bardziej prawdopodobnych hipotez na temat "moai" czyli znajdujących się na wyspie wielkich kamiennych posągów przedstawiających głowy, a właściwie popiersia nieznanych postaci. Właśnie te posągi ukazały się holenderskiemu admirałowi i podróżnikowi Jacobowi Roggeveenowi 5 kwietnia 1722 roku, w Niedzielę Wielkanocną. Nadal niewiele o nich wiemy, ale stały się najprawdopodobniej jedną z przyczyn makabrycznych praktyk kanibalizmu.
Dziś na Rapa Nui - tak bowiem nazywa się w języku miejscowym Wyspa Wielkanocna - mieszka kilka tysięcy osób. Jest to chyba najbardziej odosobnione miejsce na świecie, bo od najbliższej zamieszkałej wyspy dzieli ją ponad dwa tysiące, a od wybrzeży Chile czy Tahiti - cztery tysiące kilometrów. Ale jej tajemnicza historia przyciąga turystów. Z Santiago de Chile samoloty przywożą tu rocznie ok. 30 tysięcy osób. Wyspa żyje głównie z turystyki (znakomicie rozwinięta jest tam baza noclegowa, sieć restauracji, sklepów itp), a także z festiwalu Tapati, prezentującego kulturę i tradycje Wyspy Wielkanocnej. Podczas tego wydarzenia można zobaczyć rodowitych mieszkańców wyspy wykonujących tańce i pieśni narodowe, obejrzeć tradycyjne przedstawienia, wyścig koni, pokazy łapania ryb, rzeźbiarstwa i ozdabiania ciała.
Mieszkańcy Wyspy Wielkanocnej - głównie Polinezyjczycy - należą ponoć do najbardziej życzliwych ludzi na świecie. Stałych mieszkańców wyspa liczy mniej niż 4 tysiące. Większość z nich wyznaje chrześcijaństwo, bo misjonarze dotarli tu w połowie XIX wieku. Wyznawców dawnego bóstwa wyspy - Ptasznika, którego wizerunki można tu wciąż spotkać - pozostała dosłownie garstka. Dlaczego warto przyjrzeć się demografii mieszkańców Wyspy Wielkanocnej? Bo miała przemożny wpływ na jej historię.
Tajemnice zaczynają się już na etapie zasiedlania wyspy. Pierwsi mieszkańcy - mówią jedni uczeni - przybyli tu z Hawajów około IV-V wieku. Inni twierdzą, że zasiedlenie wyspy nie mogło odbyć się wcześniej, niż w VIII-IX wieku. Słynny norweski odkrywca, podróżnik i antropolog Thor Heyerdahl twierdził jednak, że część mieszkańców wyspy przybyła z Ameryki Południowej. Dowiódł doświadczalnie tej możliwości, płynąc na tratwie Kon-Tiki. To właśnie z Ameryki Południowej - zdaniem Heyerdahla, przybyły słodkie ziemniaki, które dołączyły do rosnących już na wyspie bananów i taro (rośliny, dostarczającej jadalnych bulwiastych kłączy).
Pierwszym Europejczykiem, który tu dotarł był Roggeveen. Kiedy przybył na wyspę, zastał społeczność, liczącą dwa, może trzy tysiące osób i ślady po 10-15 tysiącach mieszkańców. Skąd taki spadek liczby zamieszkujących wyspę osób? Wyjaśnia to historia "moai".
O "moai" opowiadano najprzeróżniejsze rzeczy: że są dziełem Peruwiańczyków lub że kamienne figury zesłali przybysze z kosmosu. Kamiennych głów stoi na wyspie ponad 900. Z wyjątkiem kilku, wszystkie zwrócone są twarzami w głąb lądu. Wyglądają podobnie do siebie: kończą się na wysokości brzucha, mają wydłużone głowy i uszy. Ramiona ciasno przylegają do boków. Większość z nich wykuta jest w czarnym bazalcie kamiennymi narzędziami. Znaleziono kamieniołom, z którego mieszkańcy wyspy czerpali materiał; znaleziono też niedokończone rzeźby. To miejsce ludzie opuszczali w pośpiechu. Co przedstawiać miały moai? Bóstwa? Duchy przodków? Tego do dziś nie wiemy. Nie odczytano również tajemniczego pisma rongo rongo na glinianych tabliczkach i nie rozwiązano zagadki dotyczącej sposobu transportu tych wielkich, kamiennych brył. Wiadomo natomiast, że do ustawienia posągów oraz budowy domów i łodzi potrzebowano wiele drewna. Tropikalne drzewa na wyspie wycięto doszczętnie, co spowodowało katastrofę ekologiczną. Ziemia nie dawała już takich plonów jak niegdyś, nie było czym karmić zwierząt. Ludzie zaczęli więc zjadać się nawzajem.
Dziś to wstydliwy epizod w historii wyspy. W XIX wieku na wyspę przybyli misjonarze. Liczba mieszkańców zaczęła rosnąć. Nagły krach nastąpił pod koniec XIX wieku, gdy większość mieszkających na wyspie osób deportowano do Peru jako niewolników. Zostało wówczas na Wyspie Wielkanocnej 110 osób. I znów populacja musiała się żmudnie odbudowywać. Według spisu z 1982 roku Rapa Nui zamieszkiwało 1936 osób; spis powtórzono w 2005 roku - mieszkańców wyspy było 3791.
I-nterakcje
Dziś prezentujemy dwa listy od naszych Panelistów. Załatwmy najpierw ważną sprawę pomyłki, na którą zwróciła nam uwagę pani Małgorzata:
W I-deałkach zamieszczonych w Biuletynie pada stwierdzenie, że woda szybciej się nagrzewa i szybciej traci ciepło niż ziemia. Według mojej wiedzy jest akurat odwrotnie. Wszak to pustynie nagrzewają się w dzień do wysokich temperatur, a nocą bardzo prędko się wychładzają. To woda ma bardzo duże ciepło właściwe i woda mórz i oceanów jest zbiornikiem ciepła na całą zimę. Czy tak by się działo gdyby prędko to ciepło oddawała? Może warto dokonać korekty, żeby nie zamieszać w głowie młodemu pokoleniu. Bo szkoda, aby ktoś dostał jedynkę w szkole z tego powodu.
Rzeczywiście, pomyliliśmy się. Przepraszamy wszystkich Czytelników. Prostujemy całą sprawę w dzisiejszych I-deałkach. Pani Małgorzacie dziękujemy za wnikliwe czytanie i zwrócenie nam uwagi.
Drugi list dotyczy czterolistnej koniczynki, o której także pisaliśmy w ubiegłotygodniowym Biuletynie:
Właśnie znalazłam chwilę na przeczytanie Biuletynu. Bardzo spodobała mi się historia czterolistnej koniczynki. Przypomniało mi się, jak to zostałam szczęśliwą posiadaczką takiej "roślinki szczęścia". Byłam na wycieczce rowerowej wówczas jeszcze z narzeczonym (obecnie już mężem). Wracaliśmy do domu, bo zaczynała zbliżać się ciemna burzowa chmura. Jechaliśmy na przełaj przez pole, gdy nagle zeskoczyłam z roweru, cofnęłam się i zerwałam kawałek szczęścia. Do dziś noszę ją zasuszoną w telefonie - zawsze blisko mnie. Dzień później znalazłam kolejną koniczynkę :). Bardzo miłe wspomnienie, śmiechu też było dużo. Pozdrawiam serdecznie całą redakcję,
Karolina.
Zawsze bardzo nam miło, kiedy jakiś temat z Biuletynu sprawi, że nasi Paneliści przypominają sobie zabawne czy sympatyczne chwile ze swojego życia. Pozdrawiamy panią Karolinę!
Jeśli utraciliście Państwo program netPanel i chcielibyście powrócić do badania Megapanel PBI/Gemius, to informujemy, że wersję instalacyjną programu można cały czas pobrać pod adresem:
http://netpanel.gemius.pl/netpanel2/
Pozdrawiamy serdecznie i zapraszamy do lektury Biuletynu za tydzień!
Na listy czekamy pod adresem netpanel@gemius.pl
Zespół netPanel

Gemius SA
ul. Wołoska 7, 02-675 Warszawa
Budynek MARS, klatka D
Tel.: +4822 874-41-14
Infolinia: 0801-800-009*
www.gemius.pl
*opłata jak za jedną jednostkę taryfikacyjną wg operatora; numer infolinii niedostępny dla sieci komórkowych
W odpowiedzi na sugestie zawarte w listach od Państwa, oferujemy możliwość subskrypcji e-biuletynu w formacie
tekstowym zamiast HTML. Jeżeli bardziej odpowiada Państwu wersja tekstowa, prosimy wypełnić
formularz na stronie http://netpanel.gemius.pl/d/t.php.
Gdyby zdecydowali Państwo, że rezygnują z otrzymywania od nas jakichkolwiek informacji,
bardzo prosimy o wypełnienie formularza na stronie http://netpanel.gemius.pl/d/d.php.
Cytowanie treści i publikowanie danych zawartych w niniejszym biuletynie możliwe jest jedynie za zgodą PBI Sp. z o.o. i Gemius SA.
|
 |
 |
I-deałki
Tata cały dzień chodził jakiś taki przygaszony. Na pytania odpowiadał niechętnie, coś sobie tylko burczał pod nosem. Od czasu do czasu podrywał się z fotela, rzucał się w kierunku półki z książkami, chwytał którąś i wnikliwie wertował.
- Co ci jest? - pytała mama.
- Rbrumm - pomrukiwał tata.
Wieczorem, kiedy Igor poszedł na spacer z Nelpą, a Patryk z Maurycym grali na komputerze, w kuchni przy herbacie okazało się, co gryzie tatę.
- Słuchaj, mam problem - powiedział do mamy, rozglądając się, jakby spodziewał się podsłuchów i kamer.
Mama zamieniła się w słuch.
- Parę dni temu wyjaśniałem chłopakom różne rzeczy o wietrze. Skąd się bierze i takie tam.
- Pamiętam - odrzekła mama, wciąż nie rozumiejąca, o co może chodzić - Pamiętam, zrobiłeś to świetnie.
- A właśnie, że nie - mruknął tata.
- Wszyscy byliśmy pod wrażeniem. Pamiętałeś różne dane, potrafiłeś wyjaśnić, co to jest wyż i niż...
- Nie pamiętałem, tylko sprawdziłem, bo spodziewałem się tego pytania, jak zacznie wiać. No i właśnie z tym wyżem i niżem... - tata rozejrzał się ponownie i jeszcze bardziej ściszył głos - Właśnie z tym wyżem i niżem uważałem, żeby się nie pomylić. Tak uważałem, że pomyliłem się z wodą i ziemią. Powiedziałem im, że woda szybciej traci ciepło niż ziemia. Tymczasem to właśnie woda magazynuje ciepło.
Mama zrobiła wielkie oczy.
- I gdzie tu widzisz problem? - spytała.
- Rbrumm - mruknął tata, jak zwykle, gdy chciał coś powiedzieć, ale trochę się wstydził. Tata zamilkł, bo właśnie Igor wrócił z Nelpą. Przedefilował przez kuchnię, ściągnął ciasteczko z talerzyka i wyszedł.
- Trzeba im powiedzieć, że się pomyliłeś i sprawa będzie załatwiona - powiedziała mama, gdy tylko Igor wszedł do pokoju chłopców.
- A rodzicielski autorytet?! - niemal wykrzyknął tata, po czym znów rozejrzał się.
- Rodzicielski autorytet ucierpi, jeśli dowiedzą się, że wiedziałeś o pomyłce, tylko się do niej nie przyznałeś. Nie chcesz chyba, żeby dostali z tego powodu jedynkę - powiedziała mama i głośno zawołała: - Chłopcy! Pozwólcie na chwilę do kuchni, tata chciałby wam coś powiedzieć.
Igor, Patryk i Maurycy, a za nimi Nelpa, przywędrowali do kuchni. Nelpa łakomie spojrzała na talerzyk z ciasteczkami.
- Tak więc... - zaczął tata i zamilkł.
Chłopcy czekali na dalszy ciąg.
- Chciałem wam powiedzieć... - rozpoczął po raz kolejny tata, a chłopcy patrzyli na niego z rosnącym zdumieniem.
Tata zaczął po raz trzeci - Muszę wam powiedzieć... bo sprawa wygląda tak...
- Słuchajcie - rzekła mama - Tata się pomylił, kiedy opowiadał wam o wietrze. Powiedział wtedy, że woda nagrzewa się i oddaje ciepło szybciej niż ziemia, a tymczasem jest odwrotnie. Zapamiętajcie, bo to może wam się przydać w szkole.
- Aha - mruknął Maurycy i podał Nelpie ciasteczko. - To wszystko?
- Wszystko - jęknął tata.
- No to zapamiętamy - rzekł Patryk i też spojrzał na ciasteczka - To z dżemem?
- Z dżemem - oblizał się Igor, chwycił ostatnie i czym prędzej uciekł z kuchni. A Patryk za nim, krzycząc - Oddaj pół!
- Nie było tak strasznie - skwitował tata - Są jeszcze te ciasteczka?
|
 |
 |
 |
 |
I-nnowacje
Z płyty na płytę
Kiedy do lamusa powoli odchodzą tak popularne niegdyś nośniki danych jak dyskietka czy kaseta magnetofonowa, dziwić może fakt, że wciąż produkuje się gramofony. Nowoczesny gramofon nie ma nic wspólnego z drewnianym, trzeszczącym pudłem. Firma z Hongkongu zaprezentowała właśnie swe najnowsze dzieło: gramofon, wyposażony w gniazdo USB i mechanizm automatycznej konwersji z formatu analogowego na cyfrowy. To propozycja dla tych, którzy w swych zbiorach mają prawdziwe perełki na czarnych płytach i chcieliby szybko i wygodnie przenieść te nagrania na srebrne krążki CD lub DVD. Wystarczy do gniazda USB wetknąć wtyczkę dysku zewnętrznego lub po prostu klucz pamięci i nacisnąć przycisk, a gramofon odegra płytę, jednocześnie zapisując ją w formacie cyfrowym.
Japończycy mają milion domen
Organizacja zajmująca się rejestracją domen w Japonii poinformowała, że 1 marca 2008 roku liczba adresów internetowych .jp osiągnęła 1 003 285. Tymczasem - jak podaje firma Verisign - w 2007 roku w światowym internecie przybyło 33 miliony nowych domen. Wszystkich domen na świecie jest więc 153 miliony.
|
 |
 |
|