Biuletyn badania Megapanel PBI/Gemius 26 lutego 2008

Drodzy Paneliści!

Zapewne każdy kierowca choć raz rozmyślał nad tym, czym zasilane będą samochody przyszłości. Wodorem, powietrzem, jakimś nowym, nieznanym dotąd paliwem? W dziale I-nformacje dzisiejszego Biuletynu przeczytacie o ekologicznych paliwach. Nie zabraknie nowych przygód I-deałków oraz ciekawostek ze świata techniki w dziale I-nnowacje. Zapraszamy do lektury!

I-nformacje

Jak wyobrażasz sobie samochody przyszłości? Na tak postawione pytanie każdy przedszkolak odpowie: "za kilka, kilkanaście lat samochody same będą się prowadziły, a zasilane będą wodą." Prace nad pierwszym z tych pomysłów trwają (z obiecującymi wynikami), zaś kwestia paliwa nadal pozostaje otwarta. Pomysłów na to, co zrobić, by samochód palił mniej, jest sporo. I niektóre z nich są już wykorzystywane.
Oszczędny samochód to nie tylko więcej pieniędzy w kieszeni jego właściciela. Zysk jest znacznie większy: chodzi o kurczące się zasoby paliw kopalnych i o mniejszą emisję spalin. Ostatnio coraz większą popularnością cieszą się auta hybrydowe, które potrafią przejechać tę samą odległość na ułamku tego, co spaliłby zwykły silnik. Na czym to polega?
Samochody hybrydowe to pojazdy mające najczęściej dwa silniki, które o dziwo wcale nie zużywają więcej paliwa. Ten pierwszy to nowoczesny silnik spalinowy, który napędza generator, będący źródłem zasilania drugiego silnika - elektrycznego. Nadmiar energii służy do ładowania akumulatorów. To rzeczywiście działa! Silniki elektryczne nie potrzebują rozruchu, pobierają energię wyłącznie podczas pracy. Dlatego samochód hybrydowy, który np. utknie w ulicznym korku, nie emituje spalin. Elektryczne silniki pobierają energię dopiero, gdy pojazd z napędem hybrydowym rusza. Silnik spalinowy (sterowany komputerowo) włączany jest automatycznie, gdy potrzebna jest większa moc. Również podczas hamowania energia nie jest marnotrawiona - wytracaniu prędkości towarzyszy ładowanie akumulatorów. Silniki hybrydowe potrafią zmniejszyć emisję zanieczyszczeń o więcej niż połowę, dlatego w wielu krajach zakup napędzanego w ten sposób samochodu jest dotowany z budżetu państwa.
Innym pomysłem, z którym producenci samochodów wiążą duże nadzieje, jest zasilanie wodorem. Pojazd wodorowy napędzany jest energią elektryczną powstającą w wyniku reakcji z tlenem. Wodór magazynowany jest w ogniotrwałych butlach i doprowadzany za pomocą specjalnych przewodów do ogniw paliwowych. Zamiast ciągnącej się za samochodem smugi spalin, samochód napędzany wodorem pozostawia po sobie tylko parę wodną. Szkopuł w tym, że ogniwa paliwowe wymagają drogich metali szlachetnych, a produkcja wodoru jest wciąż droższa niż koszt zwykłego paliwa. Producenci nie poddają się jednak i wciąż udoskonalają tę technologię.
Gdyby nie mała w stosunku do potrzeb pojemność akumulatorów, być może większą popularnością cieszyłyby się samochody "ładowane z gniazdka" - napędzane tylko silnikami elektrycznymi. Takie samochody nie wytwarzają spalin, ale jest jeszcze druga strona medalu: wciąż duża część energii elektrycznej w gniazdkach to wynik spalania paliw kopalnych. Mimo tych wad, koncepcja samochodu elektrycznego jest wielce kusząca. Na początku lutego pojawiły się doniesienia, że pewna firma z Pruszkowa chce rozpocząć wytwarzanie elektrycznych trójkołowców - niestety drogich, bo kosztujących 15-18 tysięcy euro. Mogłyby się rozpędzić do 50 km/h i przejechać dystans około 100 km. Póki nie będzie przełomu w technologii magazynowania energii, samochody elektryczne nie przejadą naraz więcej niż kilkadziesiąt do stu kilometrów. Są więc dobre, by dojechać do pracy, ale o podróży do cioci na drugim końcu Polski, bez zatrzymywania się po drodze kilka razy, w dodatku na kilka godzin, moglibyśmy więc tylko pomarzyć. Podjęto też kilka prób zasilania akumulatorów samochodów elektrycznych bateriami słonecznymi, ale prace kończyły się na etapie prototypu. Ogniwa słoneczne są po prostu zbyt drogie.
A gdyby tak samochód zasilać powietrzem? Każdy z nas kiedyś bawił się wiatraczkiem. Czy tę energię można wykorzystać? - zaczęli się zastanawiać konstruktorzy. To najnowszy z pomysłów na ekologiczne zasilanie pojazdów. Okazało się, że można. W ciągu roku ma się pojawić na rynku pięcioosobowy samochód poruszany sprężonym powietrzem. Energię do poruszania się mają zapewnić samochodowi zbudowane z włókna węglowego zbiorniki na sprężone powietrze. Ponoć stacjonarny kompresor dużej mocy napełnia zbiorniki w trzy minuty, a pokładowy - bo producent nie zapomniał o "zasilaniu awaryjnym", czyli elektrycznej sprężarce - w ciągu czterech godzin. Ten niepozorny samochodzik o karoserii z włókna szklanego (ma mniejszy ciężar) potrafi rozpędzić się do 120 km/h. Zasięg? Francuski inżynier, który opracował koncepcję samochodu mówi o 300 km, ale snuje plany wyposażenia pojazdu w mały silnik spalinowy, który mógłby pracować na różnego rodzaju paliwie podczas dłuższych tras.
Nad koncepcją ekologicznego zasilania pracują laboratoria każdego z większych światowych producentów. Oznacza to dla nich prestiż i możliwość zdobycia nowych klientów. Samochody stają się coraz bardziej przyjazne środowisku i coraz częściej zwracamy na to uwagę. Zwłaszcza, że samochody ekologiczne to w większości samochody tańsze w użytkowaniu niż te jeżdżące na tradycyjnym paliwie. Miejmy nadzieję, że pojazdów ekologicznych będzie przybywać.

I-nnowacje

Koszula, która daje moc

Wkładamy ubranie, podłączamy do niego odtwarzacz mp3 i... przez cały dzień słuchamy muzyki, nie martwiąc się o baterie czy ładowanie akumulatorów. Amerykańscy naukowcy pokazali właśnie materiał, który potrafi wytwarzać energię. Metr kwadratowy takiego elektrycznego materiału może wygenerować energię 80 miliwatów. Uczeni już marzą o energetycznych zasłonach czy namiotach. Nie rozwiązali jednak dość poważnego problemu: materiał nie jest odporny na wodę, więc każdy deszcz czy pranie może go uszkodzić.


Myśl zamiast joysticka

Sterowanie myślami? To już nie science-fiction - urządzenie przeznaczone specjalnie dla graczy, które sterowane jest myślami, niebawem ma trafić na rynek. Wygląda jak skrzyżowanie hełmu czołgisty ze słuchawkami dla telefonistki. Kosztować ma niecałe 300 dolarów. Urządzenie, tak jak medyczny elektroencefalograf, wychwytuje słabe fale generowane przez mózg i według informacji producenta, klasyfikuje je zgodnie z określonymi wzorcami, którym przyporządkowane są zdefiniowane zachowania w grach. Dzięki wbudowanemu żyroskopowi reaguje też na ruchy głowy, a oprócz tego może odczytywać grymasy twarzy. Najpierw jednak trzeba poćwiczyć z hełmem i skalibrować go. Neurolodzy wyrażają powątpiewanie, producent zapewnia, że to działa, a gracze już zacierają ręce.


Jeśli utraciliście Państwo program netPanel i chcielibyście powrócić do badania Megapanel PBI/Gemius, to informujemy, że wersję instalacyjną programu można cały czas pobrać pod adresem: http://netpanel.gemius.pl/netpanel2/


Pozdrawiamy serdecznie i zapraszamy do lektury Biuletynu za tydzień! Na listy czekamy pod adresem netpanel@gemius.pl

Zespół netPanel




Gemius SA
ul. Wołoska 7, 02-675 Warszawa
Budynek MARS, klatka D
Tel.: +4822 874-41-14
Infolinia: 0801-800-009*
www.gemius.pl

*opłata jak za jedną jednostkę taryfikacyjną wg operatora; numer infolinii niedostępny dla sieci komórkowych


W odpowiedzi na sugestie zawarte w listach od Państwa, oferujemy możliwość subskrypcji e-biuletynu w formacie tekstowym zamiast HTML. Jeżeli bardziej odpowiada Państwu wersja tekstowa, prosimy wypełnić formularz na stronie http://netpanel.gemius.pl/d/t.php.


Gdyby zdecydowali Państwo, że rezygnują z otrzymywania od nas jakichkolwiek informacji, bardzo prosimy o wypełnienie formularza na stronie http://netpanel.gemius.pl/d/d.php.


Cytowanie treści i publikowanie danych zawartych w niniejszym biuletynie możliwe jest jedynie za zgodą PBI Sp. z o.o. i Gemius SA.

I-deałki

Patryk, który powinien, według "nelpowego grafika" wyjść na spacer z psem, tego dnia ociągał się. Coś tam marudził pod nosem, wreszcie powiedział na głos - Nogi mnie bolą.
- Nogi swoją drogą, a pies chce wyjść - przypomniał mu Maurycy.
Patryk coś sobie jeszcze podłubał przy modelu statku, który sklejał od pewnego czasu, potem poderwał się z krzesła i głosem Archimedesa, wyciągniętego z kąpieli, zapytał - Myślicie, że można ją wyprowadzić rowerem?
- Kogo? Czym? Igor zrobił wielkie oczy.
- Nelpę rowerem. Bo ona strasznie lubi biegać, a ja nie. Za to ja strasznie lubię jeździć na rowerze...
- A ona nie - podpowiedział Maurycy.
- Ona nie, ale ona będzie biegła obok! - wykrzyknął Patryk.
Igor podrapał się w głowę. Jemu taka myśl nigdy nie przyszła do głowy. Inna sprawa, że najmłodszy z braci jeździł na rowerze tylko od czasu do czasu, kiedy przyszła mu ochota. Patryk zaś najchętniej misję wyrzucenia śmieci do pobliskiego śmietnika odbywałby na rowerze.
- Spróbuj - rzekł Maurycy.
I już za chwilę na klatce słychać było, jak Patryk z Nelpą z hurgotem zbiegają na dół.

Igor z Maurycym rzucili się do okna. Przez chwilę stali i obserwowali puste osiedle. Po chwili ich oczom ukazał się Patryk i Nelpa.
- Nieźle im idzie - zagwizdał cichutko Igor.
- To się nie skończy dobrze, ciągnie go trochę - powiedział Maurycy, bo Nelpa, najwidoczniej ujrzawszy coś na trawniku, postanowiła zboczyć z kursu. Patryk musiał się zatrzymać.
Za chwilę znów wsiadł na rower, tym razem jednak to on zboczył ze zwyczajowej ścieżki i przestał być widoczny. Schował się za blokami. Doskonale wiedział, gdzie jest widoczny, a gdzie nie.
- Schował się, nie czuje się pewnie - rzekł Maurycy z miną królewskiego astrologa-szarlatana.

Po pół godziny bracia zaczęli się cokolwiek niepokoić.
- Czemu ich nie ma tak długo? Zwykle zajmuje im to piętnaście, dwadzieścia minut - niepokoił się Igor.
- No, powiedzmy dwadzieścia pięć - dopowiedział Maurycy i wyjrzał przez okno. Betonowy chodnik osiedla był pusty.

Wreszcie drzwi skrzypnęły i otworzyły się. Stanął w nich Patryk-strzęp człowieka. Dłoń miał otartą, ubranie brudne, a wzrok zmęczony. Nelpa była za to radośniejsza niż zwykle. Machała ogonem, zaglądała we wszystkie kąty i wylewnie polizała Igora i Maurycego.
- Opowiadaj - rzekł krótko Maurycy, widząc, że brat nie kwapi się do złożenia meldunku ze spaceru.
- Dajcie spokój. Najpierw to ona postanowiła wyprowadzić mnie i rower - wskazał na szalejącą Nelpę, a ta, wiedząc, że o niej mowa, zamachała wesoło ogonem.
- Mhm - mruknął poważnie Igor, ale z trudem powstrzymał chichot.
- Potem - kontynuował Patryk - uznała, że świetną zabawą będzie rzucanie się pod koła i uciekanie w ostatniej chwili.
- Tak? - zapytał Maurycy tonem człowieka, który właśnie wysłuchał relacji z lądowania zielonych ludzików.
- Oczywiście hamowałem, przecież jej nie rozjadę. Ale nie dało się jej wytłumaczyć, że to nie zabawa. Na koniec Nelpa zobaczyła jakiegoś psa i pobiegła w bok.
- Acha, stąd te zadrapania - mruknął Maurycy.
- No tak - potwierdził Patryk. - I stłuczone lusterko. Pamiętajcie, że w jednej ręce musiałem trzymać smycz. No to postanowiłem rower doprowadzić na piechotę. No i potem to rower wyprowadzał mnie, bo ja pilnowałem Nelpy.
- Idź się umyj - powiedział litościwie Maurycy.

Kiedy w łazience słychać było szum wody, Igor pochylił się konfidencjonalnie nad Maurycym i spytał: - Myślisz, że to koniec?
Maurycy zrobił minę krokodyla, który pożarł ofiarę, ale jeszcze jest głodny.
- Nie, coś wymyśli.
- Chłopaki, chłopaki... - przybiegł z łazienki Patryk - A gdyby tak przywiązać smycz do siodełka na takiej elastycznej wędce...