Biuletyn badania Megapanel PBI/Gemius 8 stycznia 2008

Drodzy Paneliści!

Witamy Was w nowym, 2008 roku. Ostatnimi czasy pogoda sprawia nam coraz więcej niespodzianek, czego dowodem były chociażby bezśnieżne święta i "mokry" Sylwester. Najpierw cała Polska znalazła się w zasięgu bardzo mroźnego powietrza. Potem temperatura wzrosła i zaczął padać śnieg. Jak to się właściwie dzieje, że odczuwamy mróz? Jak chroni się przed zimnem nasz organizm i jak mu pomóc? O tym przeczytacie dziś w naszym Biuletynie. Zapraszamy do działu I-nformacje. Nie zabraknie też stałych działów: I-deałków oraz I-nnowacji. W dziale I-nterakcje przypominamy o Konkursie Samochodowym. Rozstrzygnięcie - już 12 stycznia!

I-nterakcje

Z listów i telefonów od Was wiemy, jak dużym zainteresowaniem cieszy się nasz Konkurs. Przygotujcie się, do rozstrzygnięcia pozostało zaledwie kilka dni. Być może to Wy w najbliższą sobotę, 12 stycznia, usłyszycie przemiły głos naszej koleżanki, która zada pytania konkursowe. Zadzwonimy do trzynastu z wytypowanych osób. Każdej z nich zadamy te same pytania. Liczba pytań będzie tym mniejsza im dłużej uczestnik jest w badaniu. Jeśli więc jesteście z nami od dawna - macie większe szanse. Za każdy bowiem miesiąc obecności w Panelu w okresie ostatnich dwóch lat, otrzymacie o jedno pytanie mniej. Szczęśliwym posiadaczem samochodu zostanie osoba, która najlepiej odpowie na pytania.
Inni finaliści też nie wyjdą z pustymi rękami. W tym roku nasza pula nagród jest szczególnie okazała. Na osoby, które wejdą do finału, a nie zdobędą nagrody głównej, czekają monitory LCD, drukarki, kuchnia mikrofalowa, ekspres ciśnieniowy, telewizor plazmowy, system kina domowego.
Sprawdźcie tylko, czy macie zainstalowany na swoim komputerze program netPanel. To jeden z warunków, które stawiamy uczestnikom Konkursu. Innym warunkiem jest przesłanie do nas przynajmniej trzech tzw. logów aktywności (czyli po prostu danych) w ciągu ostatnich dwóch lat. Często pytacie, czy trzeba w jakiś sposób dbać o to, by logi zostały do nas przesłane. Nie, nie musicie nic robić, czyni to automatycznie program netPanel.
Życzymy Wam dużo szczęścia i z niecierpliwością czekamy na chwilę, w której spotkamy się, by wręczyć komplet kluczyków. Do zobaczenia!

I-nformacje

Czym jest ciepło i zimno? Jak reaguje na nie nasze ciało? To, co łatwo zmierzyć słupkiem rtęci w termometrze, jest dużo bardziej skomplikowane, jeśli mówimy o organizmie. Temperatura to nie jest jedyny - choć zdecydowanie najważniejszy - czynnik, decydujący o tym, czy wychodząc z domu bez szalika zmarzniemy, czy też nie. Ważny jest też wiatr, wilgotność powietrza i cała gama innych czynników. Ale zacznijmy od początku.
Jak to jest, że w ogóle odczuwamy ciepło i zimno? Do niedawna nie było to do końca jasne nawet dla naukowców. W skrócie: jeśli temperatura otoczenia jest niższa od temperatury ciała, czujemy chłód. Jeśli wyższa - ciepło. Termoreceptory, czyli struktury wyspecjalizowane w odczuwaniu bodźców termicznych, rozmieszczone są w skórze, w mięśniach, ścianach naczyń oraz w górnej części układu oddechowego i pokarmowego. Dzięki temu wiemy nie tylko to, czy nam ciepło czy zimno, ale również - czy wdychamy mroźne powietrze, czy ciepłe i czy jemy lody, czy pijemy gorącą herbatę.
Informacja o temperaturze poszczególnych części ciała trafia do centrum termoregulacji w mózgu. To tam wydawane są dyspozycje. Oprócz chuchania w zziębnięte ręce czy gęsiej skórki (to pozostałość po stroszeniu futra) nasz organizm ma całą gamę sposobów na to, by było cieplej. Choć nieraz zdarza się, że wychodzimy z ogrzanego do +20 st. C pomieszczenia na trzaskający mróz - kiedy termometr wskazuje -20 st. C, temperatura naszego organizmu zmienia się tylko o kilka dziesiątych stopnia. To nie tylko zasługa ciepłej kurtki czy płaszcza, ale również tej fascynującej maszyny, jaką jest nasze ciało.
Kiedy jest zimno - bez naszej wiedzy organizm podejmuje wszelkie niezbędne kroki, by efektywniej wykorzystać ciepło lub je wyprodukować. Broniąc się przed utratą ciepła zwęża naczynia krwionośne na powierzchni ciała, po to, by różnica temperatur była jak najmniejsza. Dzięki temu mechanizmowi przez skórę możemy tracić nawet ośmiokrotnie mniej cennego ciepła, niż zwykle. Taka reakcja nie dotyczy najważniejszych z punktu widzenia organizmu części, czyli głowy i twarzy, najsilniej zaś występuje w kończynach. To dlatego najpierw marzną nam nogi i ręce. Dlatego też troskliwe babcie napominają wnuczęta, by nosiły czapki. Bo właśnie przez głowę możemy stracić nawet dwie piąte ciepła, które uda się wytworzyć. Właśnie: tworzenie ciepła! Kiedy nie wystarczy ograniczenie wydzielania ciepła, nasze ciało bierze się do roboty. Gdy rozcieramy ręce, na skutek tarcia rozgrzewamy je. Podobne mechanizmy działają pod skórą. To dlatego ochłodzony organizm zaczyna drżeć, wprawiając niektóre mięśnie w ruch. W czasie maksymalnej aktywności organizm wytwarza w ten sposób cztero - pięciokrotnie więcej ciepła niż w warunkach normalnych. Fachowo nazywa się to termogenezą drżeniową. Kiedy i to nie wystarcza, organizm sięga po termogenezę bezdrżeniową, znacznie bardziej efektywną. Wydziela więcej hormonów, pobudzających metabolizm. Krótko mówiąc - dorzuca węgla do pieca.
A jak chronić się przed zimnem? Pierwsza rada, która przyjdzie nam do głowy to ubierać się ciepło, a precyzyjniej: w sposób odpowiedni do temperatury i wysiłku. Komuś, kto wybrał się na przebieżkę po lesie w środku zimy, nie jest potrzebna gruba kurtka - dzięki pracy mięśni organizm będzie odpowiednio ogrzany także w "lżejszej" odzieży. Przegrzanie też nie jest pożądane, a zdjęcie na mrozie zbyt ciepłego odzienia oznacza gwałtowne ochłodzenie organizmu i gwarantowane przeziębienie. Kiedy jednak zależy nam na tym, by ubranie jak najlepiej chroniło przed zimnem, skorzystajmy ze sposobu "na cebulkę". Kilka warstw cieńszych ubrań chroni lepiej niż jedna gruba kurtka. Pamiętajmy o czapce, zasłaniającej skronie, o rękawiczkach (lepiej chronią te z jednym palcem) i grubych skarpetach. Przed wyjściem w siarczysty mróz warto posmarować odsłonięte części ciała tłustym kremem. Nie zapomnijmy o posmarowaniu specjalnym sztyftem ust - nie mają gruczołów łojowych, więc na mrozie pierzchną i pękają.
Kiedy czekasz na autobus, nie stój bezczynnie. Sprawdź sam, jak mogą ogrzać ciało pracujące mięśnie. Przytupuj, ruszaj się, chodź, klep się po udach i po bokach. Ale nie zakrywaj twarzy szalikiem. To jak wylanie wrzątku na zamarznięty chodnik - pomoże na chwilę, ale potem jest jeszcze gorzej. Wydychana para zamarza na materiale, tworząc lodowy kompres.
Po powrocie do ciepłego domu pozwól odtajać nosowi, uszom, policzkom, dłoniom i stopom. To one najbardziej marzną. Postój więc chwilę w cieple. Jeśli nadal jest chłodno - możesz zanurzyć ręce i nogi w wodzie, na początku letniej, potem coraz cieplejszej. Doskonałym zwieńczeniem spaceru będzie ciepła herbata z cytryną lub sokiem malinowym.

I-nnowacje

Noworoczne zobowiązanie Brytyjczyków

Każdy podejmuje noworoczne zobowiązania - także rząd Wielkiej Brytanii, który planuje zapewnienie każdemu dziecku dostępu do szerokopasmowego internetu. Czy to się uda? Na razie jedna szósta brytyjskich dzieci nie ma w domu komputera. W ramach tego samego projektu jeszcze w tym roku rodzice uczniów szkół średnich (a w przyszłym - także podstawowych) będą mogli poprzez sieć zdobyć informacje o postępach w nauce swoich dzieci. Czyżby więc koniec wywiadówek w brytyjskich szkołach?


Klawisz tam, gdzie chcesz

Pisaliśmy już o klawiaturach, które mogą wyświetlać obrazki. Po co? Na przykład po to, by dostosować klawisze do różnych języków lub programów. Tym razem powstaje jednak coś zupełnie nowego: połączenie klawiatury z ekranem. Urządzenie nie ma bowiem mechanicznych klawiszy, a cała jego powierzchnia jest leżącym przed użytkownikiem monitorem dotykowym. Może więc spełniać rolę klawiatury, ale to - rzecz jasna - nie jedyna funkcja. Na urządzeniu można wyświetlić wyniki obliczeń i specyficzne elementy do obsługi niektórych programów. Możliwość obejrzenia pliku wideo na klawiaturze jest dodatkową atrakcją. A tradycyjny ekran? No cóż... z taką zabawką można się bez niego obyć.


Jeśli utraciliście Państwo program netPanel i chcielibyście powrócić do badania Megapanel PBI/Gemius, to informujemy, że wersję instalacyjną programu można cały czas pobrać pod adresem: http://netpanel.gemius.pl/netpanel2/


Pozdrawiamy serdecznie i zapraszamy do lektury Biuletynu za tydzień! Na listy czekamy pod adresem netpanel@gemius.pl

Zespół netPanel




Gemius SA
ul. Wołoska 7, 02-675 Warszawa
Budynek MARS, klatka D
Tel.: +4822 874-41-14
Infolinia: 0801-800-009*
www.gemius.pl

*opłata jak za jedną jednostkę taryfikacyjną wg operatora; numer infolinii niedostępny dla sieci komórkowych


W odpowiedzi na sugestie zawarte w listach od Państwa, oferujemy możliwość subskrypcji e-biuletynu w formacie tekstowym zamiast HTML. Jeżeli bardziej odpowiada Państwu wersja tekstowa, prosimy wypełnić formularz na stronie http://netpanel.gemius.pl/d/t.php.


Gdyby zdecydowali Państwo, że rezygnują z otrzymywania od nas jakichkolwiek informacji, bardzo prosimy o wypełnienie formularza na stronie http://netpanel.gemius.pl/d/d.php.


Cytowanie treści i publikowanie danych zawartych w niniejszym biuletynie możliwe jest jedynie za zgodą PBI Sp. z o.o. i Gemius SA.

I-deałki

- Uważajcie, ślisko! - przestrzegła chłopców mama, zanim wyszli do szkoły. Tego dnia chodniki i ulice rzeczywiście były śliskie jak tafla szkła. Po kilkudniowym mrozie ociepliło się i spadło coś w rodzaju mięknącego śniegu. Potem to wszystko ponownie zamarzło.
Igor wychylił się przez okno i zobaczył jak jakiś samochód sunie osiedlową drogą, z trudem utrzymując kierunek.
- Uhu, ślisko! - potwierdził.
Już na zewnątrz okazało się, że mama ma rację. Gdzieniegdzie chodniki przykryte były warstwą piasku, ale dozorca Gałęźny nie wszędzie dotarł jeszcze z wiaderkiem.

- Ha! - powiedział radośnie Patryk i, rozpędziwszy się, przejechał kilka metrów po zaszklonym chodniku. - Chłopaki, ślizgiem do szkoły, tak się szybciej idzie.
Igor postanowił sprawdzić i też się rozpędził. Nie wyhamował jednak tuż przed Patrykiem, jak planował, ale zatrzymał się na nim. Patryk był na to przygotowany; stał na szeroko rozstawionych nogach i nie przewrócił się. Maurycy przemknął obok nich.

Z daleka dało się słyszeć jakiś głos. Kilkoma ślizgami do braci zbliżył się Krzysiek, szef podwórkowej bandy. - Ale ekstra! - powiedział z entuzjazmem, po czym przemknął jeszcze raz z drugiej strony i zatrzymał się.
- Mam śliskie buty - wyjaśnił z dumą, podejmując desperacką próbę stanięcia na jednej nodze, by pokazać rzeczywiście gładką podeszwę.
Igor ze smutkiem stwierdził, że jego buty nie mają gładkiej podeszwy.
- Słuchajcie! Jest sprawa do załatwienia w sprawie mrozu - powiedział Krzysiek już zupełnie poważnie i dodał wyuczone zdanie: - Takie ślizganie się bez kontroli i nadzoru może stanowić przyczynę poważnych urazów.
- Co może ślizganie się? - dopytywał się Igor.
- Chodzi o to, że możesz się przewrócić - wytłumaczył Maurycy. - I coś sobie złamać.
- No! - zgodził się Krzysiek. - Przydałoby się lodowisko. Może pogadalibyście z Gałęźnym, on was lubi. No i mieszkacie w jednym bloku.
- Jasne, Gałęźny jest za, bo sam kiedyś grał w hokeja. Tylko trzeba mu przygotować grunt - powiedział Patryk.
- To się załatwi. Pogadam z chłopakami w szkole, do wieczora będzie grunt jak malowanie, tylko wylewać wodę - rzekł Krzysiek i wykonał tryumfalny ślizg, zakończony piruetem.

Gałęźny nie był w dobrym humorze, bo ręce odpadały mu od dźwigania wiader piasku. Ale nie dał się długo prosić. Pożyczył nawet łopaty do śniegu, skombinował skądś ciężki, metalowy wał do ubijania powierzchni i kilkunastu chłopców zabrało się do roboty. Pracowali niedługo, ale intensywnie. Kierownikiem budowy był Krzysiek. Wytyczył plac na trawniku i wymachując rękami koordynował działania. Biegał to tu, to tam i tłumaczył, mierzył, poprawiał, oceniał i zagrzewał do pracy...
- Ciepło mi się zrobiło od tego zagrzewania - powiedział Maurycy, kiedy już podstawa pod lodowisko była niemal gotowa.
- Mi jakoś też - powiedział Patryk. - Ale myślałem, że to od pracy.
- Brawo! - podbiegł do nich Krzysiek. - Świetna robota. Jak równiutko na waszym odcinku!
Grunt pod lodowisko był gotowy. Gładka, ubita połać śniegu otoczona wałami, które miały przytrzymać wodę, prezentowała się znakomicie. Chłopcy dostrzegli w dali sylwetkę dozorcy w nieśmiertelnych roboczych spodniach. Zbliżał się truchtem, a w ręku miał jakiś mały przedmiot. Termometr.
- Chłopaki! - wołał z daleka z jakąś desperacją w głosie. - Rośnie.
Kiedy dobiegł, odsapnął chwilę, zaczerpnął tchu, rozejrzał się i rzekł ze smutkiem: - Byłoby świetne lodowisko. Gładziutkie. Równiutkie. Ale nie będziemy lać, z lodowiska nici... Tylko popatrzcie na temperaturę.
Termometr wskazywał plus dwa.
Chłopcy zwiesili głowy.
- Nawet na zimę nie można liczyć - odparł ze smutkiem Maurycy.