Biuletyn badania Megapanel PBI/Gemius 4 grudnia 2007

Drodzy Paneliści!

Zbliża się 6 grudnia - dzień obdarowywania, na który czekają nie tylko najmłodsi. Z tej okazji postanowiliśmy przybliżyć nieco postać Świętego Mikołaja - tego "prawdziwego", biskupa Miry i tego bajkowego, który odwiedza w nocy grzeczne dzieci, by pozostawić im podarki. W dzisiejszym wydaniu Biuletynu przypominamy także o konkursie i odpowiadamy na listy, w których pytacie, jak się do niego przygotować. W dziale I-nformacje odnajdziecie niektóre z pytań, które padły w poprzednich edycjach. Nie zabraknie także kolejnego odcinka opowieści o I-deałkach oraz ciekawostek w dziale I-nnowacje. Zapraszamy.

I-mpresje

Przychodzi punktualnie - w nocy z 5 na 6 grudnia, choć ma do wykonania ogromne przedsięwzięcie logistyczne. Święty Mikołaj, przez Holendrów zwany Jul Tomte, francuski Pere Noel, niemiecki Weihnachtsmann, czy też amerykański Santa Claus musi odwiedzić grzeczne dzieci niemal na całym świecie. Nieważne, czy jesteśmy duzi, czy mali - wszyscy lubimy dostawać podarki.
Ten prawdziwy święty Mikołaj był biskupem Miry, miasta leżącego na terenie dzisiejszej Turcji. Czynił dobro: trzech młodzieńców uratował przed wyrokiem, wskrzesił jednego z pasażerów statku wiozącego pielgrzymkę do Jerozolimy. Ratował też żeglarzy przed katastrofami i miasta od głodu. Jak głoszą podania, był człowiekiem pobożnym i skromnym. Nawet po wyświęceniu na biskupa majątek swój, odziedziczony w spadku, rozdał ubogim. Dary zawsze podsuwał anonimowo. Tak było i wówczas, gdy trzem zubożałym pannom podarował sakiewki z pieniędzmi, by nie musiały zarabiać w niestosowny sposób. Sakiewki wrzucił przez komin, a te utkwiły w skarpetkach i butach. Stąd właśnie pochodzi tradycja podkładania prezentów - do dziś w niektórych krajach wieczorem 5 grudnia dzieciaki wieszają przy łóżkach skarpety i pucują buty. Dziś jednak zamiast chudego biskupa w infule i z pastorałem, rozdawaniem dzieciom prezentów zajmuje się raczej brodaty grubasek w czerwonym płaszczu.
Taki wizerunek Mikołaja to efekt działalności przemysłu reklamowego. Ponoć w 1930 roku na zlecenie jednego z amerykańskich koncernów, artysta Fred Mizen stworzył postać Santa Claus. Nie wiadomo jednak, jak było naprawdę, bo Mikołaja w tym stroju przedstawiano już dekadę wcześniej. Nie da się ukryć - pomysł chwycił, a dziś przed każdym większym sklepem, również w Polsce, spotkamy jowialnego, brodatego jegomościa, rozglądającego się za dziećmi. Specjaliści od świętych mówią o zeświecczeniu tej postaci. Tylko z przyzwyczajenia mówimy o nim "święty", mało kto pamięta o biskupie Miry; szukalibyśmy go zresztą bardziej wśród bohaterów kreskówek niż w kanonie świętych. Nawet w Azji, gdzie żyje niewielu chrześcijan, Mikołaj towarzyszy sklepowym promocjom na zakończenie roku. Nie jest więc już historyczną, lecz raczej bajkową postacią, towarzyszącą świętom Bożego Narodzenia. Zatarły się różnice między nim, a poznańskim Gwiazdorem, czy rosyjskim Dziadkiem Mrozem. Zresztą nieważna jest postać, ważna jest działalność: we Włoszech z powodzeniem zastępuje go wróżka Befana, w Szwecji - Jul Tomte, który niegdyś był ponoć brzydkim trollem, zaś francuski Pere Noel (jego imię można przetłumaczyć jako "bożonarodzeniowy ojciec"), ubrany na niebiesko, to już postać zupełnie świecka. Tak czy inaczej miło jest - jeśli jest się grzecznym dzieckiem - znaleźć w Mikołajki pod poduszką jakiś drobiazg. Tego też wszystkim grzecznym dzieciom życzymy...

I-nformacje

W listach, które do nas przysyłacie, prosicie o wskazówki, jakie pozwolą Wam rzetelnie przygotować się do samochodowej Edycji Konkursu. Pytacie, czego się spodziewać, na co zwrócić szczególną uwagę. Pamiętajcie jednak, że to tylko zabawa, choć nagrody są najzupełniej poważne. Zacznijcie od wypełnienia formularza konkursowego - to Wasz bilet wstępu.
W tym roku - oprócz nagrody głównej, czyli Fiata Pandy, do wygrania są cenne nagrody. Przecież Konkurs samochodowy jest formę podziękowania dla Was za udział w badaniu. Zadajemy pytania po to, by zabawa dostarczyła Wam i nam niezapomnianych przeżyć. Nie będziemy więc pytali o 273. cyfrę po przecinku w liczbie pi, choć w ubiegłym roku pytaliśmy, czy to prawda, że liczba pi to w przybliżeniu 3,18 (rzecz jasna prawidłowa odpowiedź brzmiała "nie"). O co jeszcze pytaliśmy? Na przykład o pandę. Nie, nie o nagrodę, tylko o zwierzę - czy żywi się liśćmi eukaliptusa. Zadawaliśmy też pytania podchwytliwe, które wymagały chwili skupienia - czy Don Kichot był giermkiem Sancho Pansy, czy Mieszko I był królem Polski, o liczbę wierzchołków (nie ścian!) w sześcianie, o to, czy skafander nurka wynalazł Kapitan Nemo, czy dęby gubią liście... Pytaliśmy o sprawy techniczne - czy skrót PC oznacza przenośny komputer, czy Opera to jedna z internetowych przeglądarek, a Firefox to latynoamerykański taniec. Jak widzicie, nie było trudno. W ubiegłym roku zwyciężył szesnastoletni Bartek (pozdrawiamy!). Staramy się zadawać pytania z różnych dziedzin, tak by nie faworyzować żadnej z grup zawodowych, a tym samym zachęcić do brania udziału w zabawie najmłodszych Panelistów. Zapraszamy więc do konkursu. Jeśli jeszcze tego nie zrobiliście - wypełnijcie czym prędzej formularz. Emitujemy go do dnia 20 grudnia 2007 r. za pośrednictwem programu netPanel.

Jeśli utraciliście Państwo program netPanel i chcielibyście powrócić do badania Megapanel PBI/Gemius, to informujemy, że wersję instalacyjną programu można cały czas pobrać pod adresem: http://netpanel.gemius.pl/netpanel2/


Pozdrawiamy serdecznie i zapraszamy do lektury Biuletynu za tydzień! Na listy czekamy pod adresem netpanel@gemius.pl

Zespół netPanel




Gemius SA
ul. Wołoska 7, 02-675 Warszawa
Budynek MARS, klatka D
Tel.: +4822 874-41-14
Infolinia: 0801-800-009*
www.gemius.pl

*opłata jak za jedną jednostkę taryfikacyjną wg operatora; numer infolinii niedostępny dla sieci komórkowych


W odpowiedzi na sugestie zawarte w listach od Państwa, oferujemy możliwość subskrypcji e-biuletynu w formacie tekstowym zamiast HTML. Jeżeli bardziej odpowiada Państwu wersja tekstowa, prosimy wypełnić formularz na stronie http://netpanel.gemius.pl/d/t.php.


Gdyby zdecydowali Państwo, że rezygnują z otrzymywania od nas jakichkolwiek informacji, bardzo prosimy o wypełnienie formularza na stronie http://netpanel.gemius.pl/d/d.php.


Cytowanie treści i publikowanie danych zawartych w niniejszym biuletynie możliwe jest jedynie za zgodą PBI Sp. z o.o. i Gemius SA.

I-deałki

Pokój chłopców był zamknięty, a na drzwiach wisiała kartka: "Narada wojenna, nie przeszkadzać!". Za drzwiami rzeczywiście odbywała się narada.
- Sprawa jest poważna - mówił Maurycy przyciszonym głosem, by nic nie wydostało się poza drzwi pokoju. - To musi być coś specjalnego.
- Trzeba to wszystko bardzo głęboko przemyśleć, żeby nie było jakiejś wpadki - dodał, również ściszonym głosem, Patryk.
Igor tylko nic nie mówił, ale minę miał bardzo poważną.
- Wpadki być nie może, należy zaplanować każdy szczegół. Najpierw musimy się zastanowić, co to ma być, potem jak to zdobyć i ukryć - kontynuował Maurycy. - Czasu nie jest dużo.
Patryk plasnął się w głowę.
- Tata ostatnio narzeka na nadgarstki - powiedział Patryk. - To może sprawimy mu jakąś fajną myszkę.
Igor ożywił się, oczy mu zabłysły.
- Zwierzątko? - zapytał, ale potem jakby przypomniał sobie, że jest na poważnej naradzie i przybrał znowu poważną minę.
- Nie, manipulator stołokulotoczny, akcesorium komputerowe - wyjaśnił Patryk.
- Myszki już dawno są optyczne, a nie kulkowe - wtrącił Maurycy i dodał: - Na nadgarstki lepszy jest kot. Wygodny, ergonomiczny i bezprzewodowy. Widziałem takiego w sklepie, finansowo damy radę.
- A dla mamy... - zaczął Patryk, ale nie dokończył.
- A dla mamy... - powiedział Maurycy - a dla mamy..., a skąd mogę wiedzieć, co się mamie przyda.
- Wełna - powiedział Igor. - Ostatnio narzekała, że musi iść do sklepu, bo chce nam zrobić czapki, a nie ma wełny.
- No to dostaniemy na gwiazdkę czapki - orzekł Patryk. - Ale to nie załatwia problemu z prezentem dla mamy. Nie będziemy jej kupować wełny na czapki dla nas.
- Skąd ja mam wiedzieć, co jest potrzebne mamie - zaczął się znów zastanawiać Maurycy. - Nigdy nie byłem kobietą.
- Odkurzacz? - zaryzykował Patryk.
- Zgłupiałeś? Po pierwsze to się nie nadaje na prezent. Po drugie, to zostaniemy zapędzeni do tego odkurzacza, więc lepiej byłoby nie ryzykować - powiedział trzeźwo Maurycy i myślał dalej: - Mama jest nietechniczna, więc nic z takich...
- Zaraz, a dlaczego właściwie jest nietechniczna... - podchwycił myśl Igor. - Może ją trochę podszkolimy. Ostatnio narzekała, że jej nudno w autobusie jak jedzie do pracy. To może odtwarzacz?
- To jest myśl - rzekł Patryk. - Jak będzie miała swój własny, to się będzie musiała nauczyć go obsługiwać.
Pierwsza część narady zakończyła się sukcesem.

Druga była poświęcona sprawom technicznym: gdzie kupić, gdzie przechować do wigilii i jak opakować. Wyszło, że najtaniej będzie kupić prezenty przez internet.
- Dogadamy się z Gałęźnym - mówił Patryk. - Odkąd kupił sobie komputer, ciągle serfuje w sieci. Podrzucimy mu pieniądze, a on zamówi co potrzeba.
- Dobrze, że zabraliśmy się za to wcześniej - odetchnął Maurycy. - W ostatniej chwili mogłoby się nie udać.

Kartka z drzwi zniknęła: narada była skończona.

I-nnowacje

Najgłupszy prezent to...

Jeden z amerykańskich sklepów wysyłkowych opublikował listę "10 najgłupszych prezentów na święta". Jest wśród nich nie tylko przylepiana do czoła jemioła, gumy do żucia przypominające boczek, czy renifer, wyrzucający tylną częścią ciała brązowe cukierki, ale również kilka gadżetów elektronicznych. Za "jedyne" 12,99 dolarów można więc kupić jodłujący elektroniczny ogórek, za 9,99 dolarów urządzenie imitujące dźwięk dzwonka do drzwi (przydatne osobom chcącym przerwać zbyt długą rozmowę telefoniczną), zaś za 39,99 podłączaną do komputera przez złącze USB lalkę, tańczącą przy rurze w takt muzyki.


Uważaj w czasie świąt!

Rozpoczynający się okres świąt również w świecie techniki zaowocuje kilkoma mniej lub bardziej ciekawymi gadżetami. W ubiegłym roku jak świeże bułeczki sprzedawały się podłączane pod USB choinki, grające Mikołaje i kule ze spadającym śniegiem. Pojawiły się też nowe rodzaje niebezpieczeństw: listy elektroniczne - jakoby od samego Świętego Mikołaja, po odesłaniu których skrzynka pocztowa zalewana była spamem. Po świętach natomiast specjaliści przypominali, że zbyt intensywne bawienie się elektronicznym sprzętem może powodować uszkodzenia mięśni i ścięgien.