Drodzy Paneliści!
O bezpieczeństwie nigdy za dużo. Wielokrotnie pisaliśmy już o tym, jak tworzyć bezpieczne hasła i dlaczego warto mieć programy antywirusowe. To wszystko jednak na nic, jeśli... sami zdradzimy się z hasłem na przykład do strony banku. Niemożliwe? Przeczytajcie dział I-nformacje. W tym tygodniu - po przerwie - wracają I-deałki oraz I-nnowacje. Zapraszamy.
I-nformacje
Siadają do komputera, zarzucają wędkę i łowią. Rybą jest hasło, choćby do konta bankowego, wędką - na przykład odpowiedni adres e-mail. Taki sposób okradania ludzi doczekał się nawet swojej nazwy: phishing. To połączenie angielskich terminów password i fishing, czyli łowienie haseł. Ale niech nie zwiedzie was obcojęzyczny zwrot.
Z phishingiem można się spotkać także w Polsce.
Za nic nie zdradziłbyś nikomu hasła, którym posługujesz się przy wchodzeniu na stronę banku? I słusznie. A gdyby poprosił o to sam bank? Jedna z popularnych metod złodziei haseł to wysyłanie wiadomości e-mail z prośbą o "weryfikację" hasła. A nuż ktoś się nabierze i uwierzy, że bank rzeczywiście ma jakieś techniczne kłopoty. Jak wynika z danych Anti-Phishing Working Group, organizacji powołanej m.in. przez największych wystawców kart bankowych - 95 procent osób postępuje słusznie, czyli nie odpowiada na takie listy. Jedna z dwudziestu osób poczuje się zaniepokojona i odpowie. To potencjalna ofiara ataku "łowcy haseł".
Wyobraźmy sobie taką sytuację: planujesz jakiś zakup, albo wyjazd. Wiesz, że w najbliższym czasie będą potrzebne pieniądze. Nic prostszego - wypłacić je w bankomacie. Tymczasem w skrzynce pocztowej odnajdujesz list, w którym bank przeprasza za uciążliwości związane z modernizacją systemu komputerowego i prosi o wejście na swoją stronę. W przeciwnym razie realizacja wypłat w oddziałach i poprzez bankomaty będzie musiała zostać wstrzymana. List wygląda autentycznie, nikt nie prosi o podanie jakichkolwiek danych. Pismo ma logo banku, podpisane jest przez "Zespół Obsługi Klientów Indywidualnych" z pocztowym adresem oddziału. Klikasz więc w podany link. Otwiera się strona banku, którą dobrze znasz, więc jak zwykle podajesz hasło... i w tym momencie padasz ofiarą oszustów, którzy tak spreparowali obcą stronę, by wyglądała jak autentyczna, bankowa. To tylko jeden z czarnych scenariuszy.
Ataki często przygotowują ludzie, którzy są biegli nie tylko w sprawach komputerowych, ale też dysponują wiedzą o ludzkim zachowaniu. Bez skrupułów wykorzystają drzemiące w nas fobie i lęki lub nawet tworzą atmosferę zagrożenia. Popularna metoda to poinformowanie klienta banku, że wykryto próbę włamania na jego konto, musi więc czym prędzej wejść na stronę i zmienić hasło. Zaniepokojeni taką informacją klikamy odnośnik do spreparowanej strony, nie zastanawiając się, że właśnie wtedy otwieramy furtkę internetowym przestępcom. W sierpniu z podobnym rodzajem ataku spotkali się klienci jednego z polskich banków.
Metod wyłudzania haseł jest niezmiernie dużo. Internetowy odnośnik w niewinnym e-mailu może na przykład prowadzić do programu, który rejestruje i przekazuje oszustom wpisywane z klawiatury znaki. Nawet nie zauważysz, kiedy program zainstaluje się na komputerze. Żadne kody nie będą już bezpieczne, bo kiedy wpiszesz w przeglądarkę adres banku, następne wpisywane znaki będą prawdopodobnie loginem lub numerem klienta, kolejne zaś - hasłem. Inny rodzaj oszustwa, który pojawił się ostatnio, dotyczy aukcji internetowych. Oszust obserwuje aukcję i tuż po jej zakończeniu wysyła zwycięzcy e-mail z prośbą o wpłatę na podane konto. Zamiast do sprzedawcy, pieniądze trafiają na konto złodzieja.
Co zrobić? Warto pamiętać, że żaden z banków i żadna z poważnych instytucji finansowych, nie kontaktuje się z klientami w ważnych sprawach poprzez pocztę elektroniczną. Jeśli bank ma nam coś do przekazania, wysyła list na nasz domowy adres, informuje nas w biuletynie dostępnym na zabezpieczonej stronie internetowej lub - w nagłych przypadkach - pracownik banku dzwoni na podany wcześniej prywatny numer telefonu, ale również wtedy nie prosi o podanie haseł.
Jeśli coś nas zaalarmowało i chcemy skorzystać ze strony bankowej - wpiszmy adres ręcznie. To naprawdę niewielki wysiłek w porównaniu ze stratami, które możemy ponieść, wchodząc na spreparowaną witrynę. Nie wierzmy w żadne "aktualizacje zabezpieczeń", "kłopoty techniczne" czy "akcje weryfikacyjne".
Strony internetowe, na których dokonujemy jakichkolwiek transakcji finansowych, powinny być zaszyfrowane. Adres takiej strony powinien rozpoczynać się: "https://" w odróżnieniu od zwykłego, nieszyfrowanego protokołu "http://". Jeżeli na przykład z okna przeglądarki nagle zniknęły symbole bezpiecznego połączenia (np. mała kłódka pasku statusu, litera "s" w "https://" przed internetowym adresem banku) lub gdy strona wygląda inaczej niż zwykle, należy natychmiast przerwać transakcję i zawiadomić usługodawcę. Należy również pamiętać, iż w przypadku banków szczególnie podejrzany jest fakt żądania jednorazowych haseł już przy logowaniu. Dodatkowej pewności dostarczy nam kontrola certyfikatu bezpieczeństwa danej strony - wystarczy podwójne kliknięcie na symbol kłódki. Certyfikat musi być wystawiony na oryginalnego operatora danej strony.
Warto także zaopatrzyć się w oprogramowanie zabezpieczające: antywirus, program antyspamowy i firewall. Nie muszą być to koniecznie komercyjne aplikacje - jest wiele dobrych, darmowych programów tego typu.
Pamiętajmy, że usługi bankowe przez internet są bezpieczne, jeśli tylko zachowamy ostrożność, spokój i zdrowy rozsądek.
I-nnowacje
Potrząśnij, by posłuchać
Ile energii mógłby wytworzyć człowiek, gdyby wykorzystać jego codzienną aktywność! Jeden krok, jeden ruch ciała i płynie prąd... A gdyby tak w podobne generatory wyposażyć nie jednego, ale sto, tysiąc, milion osób! Odpowiedź: gdyby pojawiła się podobna technologia, o 40 proc. spadłoby na przykład zużycie metali ciężkich, używanych przy produkcji baterii i akumulatorów. Dobrze się domyślacie, skoro naukowcy wpadli na pomysł, a do tego obliczyli już spodziewane efekty, to znaczy, że już jest! Rzeczywiście, takie urządzenie powstało, jednak przed wprowadzeniem go do masowej produkcji, wymagać będzie dopracowania. Ale już wiadomo, że będzie mieć rozmiar standardowych baterii. Czyżby wreszcie koniec problemów z zasilaniem? Szkopuł jest jeden - żeby wieczorem posłuchać muzyki, w ciągu dnia trzeba będzie się sporo nabiegać.
Jeśli utraciliście Państwo program netPanel i chcielibyście powrócić do badania Megapanel PBI/Gemius, to informujemy, że wersję instalacyjną programu można cały czas pobrać pod adresem:
http://netpanel.gemius.pl/netpanel2/
Pozdrawiamy serdecznie i zapraszamy do lektury Biuletynu za tydzień!
Na listy czekamy pod adresem netpanel@gemius.pl
Zespół netPanel

Gemius SA
ul. Wołoska 7, 02-675 Warszawa
Budynek MARS, klatka D
Tel.: +4822 874-41-14
Infolinia: 0801-800-009*
www.gemius.pl
*opłata jak za jedną jednostkę taryfikacyjną wg operatora; numer infolinii niedostępny dla sieci komórkowych
W odpowiedzi na sugestie zawarte w listach od Państwa, oferujemy możliwość subskrypcji e-biuletynu w formacie
tekstowym zamiast HTML. Jeżeli bardziej odpowiada Państwu wersja tekstowa, prosimy wypełnić
formularz na stronie http://netpanel.gemius.pl/d/t.php.
Gdyby zdecydowali Państwo, że rezygnują z otrzymywania od nas jakichkolwiek informacji,
bardzo prosimy o wypełnienie formularza na stronie http://netpanel.gemius.pl/d/d.php.
Cytowanie treści i publikowanie danych zawartych w niniejszym biuletynie możliwe jest jedynie za zgodą PBI Sp. z o.o. i Gemius SA.
|
 |
 |
I-deałki
- Ech! - marzył na klatce schodowej dozorca Gałęźny, przyglądając się przez okno spadającym z nieba płatkom - Gdyby tak podłączyć pług do roweru!
Z tych błogich rozmyślań wyrwało dozorcę szczekanie Nelpy gdzieś na górze, a potem tupot dziesięciu nóg. Cztery nogi należały do psa, reszta do chłopców: Igora, Patryka i Maurycego.
- Na spacer o tej porze? - zdziwił się Gałęźny, gdy chłopcy przywitali się z nim, a Nelpa zamachała ogonem.
- Do szkoły - odparł Patryk.
- Z psem? - zmarszczył brwi dozorca.
- Z psem - wyjaśnił Maurycy. - Pani od biologii kazała przyprowadzić zwierzątko, bo dziś jest taki dzień otwarty.
Przedstawiciel przyrody zamachał wesoło ogonem.
- Mhm... - mruknął Gałęźny.
- A nie lepiej byłoby zabrać żółwie?
- Akwarium ciężkie - powiedział Igor. - Tata musiałby pomóc. Ale mamy zdjęcia żółwi.
Po tej krótkiej rozmowie chłopcy pobiegli do szkoły, a Gałęźny znów pogrążył się w błogich rozmyślaniach. Kiedy już prawie wiedział, co przyspawać do czego, żeby rowerowy pług działał jak należy, do głowy wpadła mu nieoczekiwanie inna myśl i nie chciała stamtąd zniknąć. Gałęźny przez chwilę mruczał coś pod nosem, potem długo kręcił głową.
- Nie chcę wiedzieć, co się tam będzie działo - mruknął.
Tak się jednak złożyło, że godzinę później stał w tym samym miejscu klatki schodowej. Już z dołu usłyszał szybkie kroki chłopców, ujadanie Nelpy i w ogóle wielki harmider.
- Co się tam stało? - huknął.
Chłopcy wbiegli na górę. Igor odetchnął ciężko.
- Ledwie przeżyliśmy! - wysapał.
- A coś się stało? Ktoś was napadł? - dopytywał się dozorca, gotów w każdej chwili wziąć szczotkę i przygrzmocić bandytom.
- Nie, ledwie przeżyliśmy ten dzień przyrody w szkole - Maurycy ciężko oparł się o ścianę. Nelpa skakała wokół niego i z zachwytem piszczała.
- No, bo... - wyjaśnił Patryk, kiedy już trochę odetchnął - Zaczęło się od Gienka, rudego kota Borsuka.
- Kogo rudego, co? - usiłował dopytać dozorca.
- Borsuk to ten Tomek. Tak go nazywamy. Borsuk ma kota. I ten kot to Gienek - wtrącił Maurycy.
Patryk opowiadał dalej, wciąż ciężko dysząc: - I on, ten Gienek, znaczy kot, chciał się bardzo bawić z Nelpą, a Nelpa postanowiła pogonić go. Wyrwała się więc i oba zwierzaki uciekły. A za nimi sfora innych psów, bo prawie wszyscy mają psy. A za nimi my wszyscy, a za nami pani od biologii...
- Jak całe to towarzystwo dobiegło do szatni, to zrobiło się tam straszne kotłowisko! - ciągnął Patryk. Psy chciały trochę nastraszyć Gienka, my wszyscy chcieliśmy złapać psy, pani od biologii chciała złapać nas, a pani z szatni chciała złapać panią od biologii zanim nie zemdlała.
- Kto? - pytał zaciekawiony opowieścią dozorca.
- Ta pani z szatni - przerwał mu Maurycy. - Ale kot uciekł. I jak te wszystkie psy rzuciły się za nim, to wpadły na dyrektora, który biegł ratować panią z szatni.
- I porwały mu nogawki, bo się chciały bawić - smutno rzekł Igor i dodał ze smutkiem: - A zdjęć żółwi nikt nawet nie chciał obejrzeć...
|
 |
 |
|